Czym dla Ciebie jest praca?

Niedawno, jeden z czytelników – mój imiennik, Jakub – poruszył bardzo istotną kwestię w komentarzu do mojej wypowiedzi w trakcie audycji w radiu Wnet.

Temat jest na tyle obszerny i – moim zdaniem – istotny, że postanowiłem mu poświęcić osobny wpis.

Zanim do tego przejdę pozwól, że przedstawię Ci komentarz i pytania Jakuba:

Mówisz ze pracujesz praktycznie od bladego świtu do późnego wieczora (jeśli 20.00 można tak nazwać). Zastanawiam się czy w takim razie jest to Twój świadomy wybór i nie masz ochoty robić nic innego (pracoholizm?) czy też nie zdążasz zrobić wszystkiego? Ja podobnie jak Ty wstaje wcześnie, pracuje większą część dnia – na blogu szukam też właśnie rozwiązania problemu „pełnego dnia pracy”… może potrafisz mnie gdzieś odesłać?

Co to jest praca?

W języku angielskim istnieją dwa określenia: „job” i „work”. Pomijając fakt, że określenia te używane są w zależności od kontekstu i zdania w jakim występują, to „work” ma szersze zastosowanie niż „job”. Jeżeli się mylę – liczę na korygujący komentarz z Twojej strony.

W języku polskim słowo praca obejmuje oba powyższe znaczenia. Mówimy„Mam pracę do wykonania.” jak również „Idę do pracy”.

W moim przypadku nawet praca zawodowa jest trudna do określenia. Czy pisanie artykułów o produktywności to jest praca czy nie? Czy wystąpienie we wspomnianej audycji to jest praca? Z jednej strony patrząc, żadne z powyższych, pracą nie jest, bo sprawia mi to przyjemność. Z drugiej strony, jest to forma promocji mojej osoby, mojej wiedzy czy umiejętności co niektórzy mogliby nazwać marketingiem :)

Pisząc czy mówiąc, że pracuję od rana do wieczora mam na myśli wykonywanie różnego rodzaju zadań, które wcale nie muszą się wiązać z pracą zawodową.

Kilkadziesiąt lat temu praca wiązała się w większym bądź mniejszym stopniu z wysiłkiem fizycznym, bo polegała na manualnym wytwarzaniu lub przenoszeniu rzeczy. Dzisiaj przeważa „praca oparta na wiedzy”.

Praca w ujęciu zawodowym i prywatnym

Czy podejmowanie decyzji o tym:

  • ile i jakiego rodzaju towar zamówić do sklepu? (gdy jesteś jego menedżerem)
  • z którym klientem spotkać się w pierwszej kolejności?
  • jak zmotywować zespół, żeby pracował wydajniej?

różni się od podejmowania decyzji o tym:

  • jakie zakupy spożywcze zrobić, żeby było smacznie i zdrowo?
  • gdzie spędzimy najbliższe wakacje?
  • co powiedzieć synowi, który ma problemy w nauce?

Moim zdaniem powyższe problemy niezależnie od tego czy dotyczą życia zawodowego czy prywatnego są formą pracy umysłowej. Podobnie zresztą jest w przypadku tej pracy fizycznej – zrobienie i dostarczenie do domu zakupów spożywczych to przecież forma pracy.

Produktywność czy może pracoholizm

Jakub poruszył też kwestię pracoholizmu. W moim rozumieniu pracoholizm polega na skupianiu myśli na pracy kosztem myślenia o życiu prywatnym. Bo to czy ktoś pracuje X godzin a X godzin poświęca na hobby jest dla mnie równoznaczne z poświęcaniem X+Y godzin na pracę, która sprawia przyjemność.

Problem pojawia się wtedy, gdy czas na te dwa elementy jest przeznaczany kosztem czasu na życie rodzinne, odpoczynek, ćwiczenia fizyczne czy jedzenie.

Znalezienie równowagi pomiędzy powyższymi częściami naszego życia to kwestia bardzo indywidualna. W moim przypadku jest to podział dnia na 3 kluczowe części. Zgłębianie wiedzy na temat produktywności jest dla mnie czystą przyjemnością. Jako relaks traktuję wieczorną lekturę, nawet gdy jej tematyka zahacza o produktywność – odpoczywam wtedy fizycznie. Gdy chcę odpocząć psychicznie to albo ucinam sobie drzemkę albo ćwiczę.

Jak znaleźć równowagę?

Odpowiadając na ostatnie pytanie Jakuba posłużę się przykładem.

Jeden z moich znajomych po latach prowadzenia firmy przez kilkanaście godzin dziennie podjął decyzję, o zmianie swojego życia. Zredukował swoje zaangażowanie do „połowy etatu”, oddał resztę swoich obowiązków zaufanej osobie i zajął się tym co było dla niego bardzo ważne. Wraz ze zmniejszeniem zaangażowania czasowego w działania firmy zmniejszył się jego dochód miesięczny. Ważniejsze dla niego jest realizowanie własnego hobby niż wysokość wynagrodzenia.

Jeżeli twoje życie prywatne cierpi na tym, że tyle czasu poświęcasz pacy zawodowej, jeżeli twoja praca nie jest twoim hobby, to odsyłam Cię do… twoich wartości.

Produktywność to sposób na przejęcie kontroli nad życiem tak, żeby realizować to co dla nas ważne.

Aktualizacja: Michał podrzucił link do świetnego nagrania z TEDxKraków. Temat idealnie zgrywa się z tym artykułem. Warto obejrzeć (nagranie jest w języku angielskim):

Czym dla Ciebie jest praca?

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.
  • Maciej

    No tak, słuchając jak mówisz że pracujesz czasem do 20, a wstajesz o 5:30 co daje 15h pracy (!!) można się lekko zdziwić. Bo chyba właśnie po to człowiek chce być produktywny, żeby mieć czas na Odpoczynek. Nie wiem czy to kwestia innego słownika, który używamy, ale ja preferuje nazywać rzeczy po imieniu. Praca to praca, a odpoczynek to odpoczynek. Swoją drogą zakupy w sklepie to zakupy w sklepie, a nie praca (mimo, że przyniesione do domu batoniki, mają w sobie energię, która pozwoli Ci wydajniej pracować, w związku z czym jaką jakąś koneksję z pracą) :).

    • Nic nie stoi na przeszkodzie żeby pracę przeplatać z odpoczynkiem. Dla efektywności jest to zbawcze.

      • Jakub Ujejski

        Tak też jest u mnie – jak tylko mogę to robię sobie po południu krótką drzemkę.

  • Barbara

    Niestety – praca to dla mnie konieczność. Ale ponieważ cieszę się z jej efektów – także finansowych – a do tego wykonuję lubiane czynności więc w 80% nie narzekam, chociaż zajmuje mi dużo czasu, co czynię z własnego wyboru
    A pracoholizm to praca bez przyjemności ( wiem coś o tym :) ) więc warto się go pozbyć. Praca często też jest ucieczką od przyziemności dnia codziennego (szczególnie to widać u mężczyzn) :D .
    Pozdrawiam

    • Jakub Ujejski

      Nie zgodzę się z tym, że pracoholizm to praca bez przyjemności. Moim zdaniem druga część twojej wypowiedzi bardziej oddaje charakter pracoholizmu.

      • Pracoholizm to nałóg jak każdy inny. Nikt nie uzależnia się od narkotyków bo przez nie cierpi tylko dlatego, że zażywanie sprawia mu przyjemność.

      • Barbara

        Uzależnienie przyjemnością? No chyba rzeczywiście tylko w kontekście drugiego zdania.
        U nas wprawdzie nie występuje karoshi, ale zawały są stałym elementem krajobrazu pracoholików.
        Pozdrawiam

  • Chyba oglądałeś TED Talk Johna Scherera z TEDxKrakow :)

    • Jakub Ujejski

      Nie widziałem tego wcześniej – Super! Dodałem do artykułu.

  • Wanda

    A nie chodzi o to , żeby odpoczynek był produktywny? No ile można odpoczywać – 7 godzin snu, potem praca dajmy na to 8 godzin i zostaje 9 godzin – no, jeżeli przez 9 godzin patrzę w tv, to nie jest to praca, ale jeżeli uczę się języka dla przyjemności, dl aprzyszłych korzyści, biegam dla dobrego samopoczucia, czytam książkę, któa mnie buduje – to jest to jakaś praca. Mogłabym podzielić – praca zawodowa- nie muszę jej lubić w 100 %, nie zawsze może mi przynieść przyjemność, ale dążę do robienia oprócz niej rzeczy, które lubię, które pomagają mi być w formie… Każda czynność zatem to praca. Chodzi o to żeby te czynności nas i nasz czas urozmaicały, żebyśmy nie byli jak te osły co po orce przeleżą do rana koło siennika:) Pozdrawiam

    • Tak naprawdę zostaje trochę mniej godzin „wolnych”, sen i praca się zgadza, ale do tego jest jeszcze dojazd do pracy (1-1.5h dziennie), poranne wydobywanie z łóżka, toaleta, ubieranie (0.5-1h dziennie), jedzenie (1h dziennie), czas z partnerką lub partnerem (absolutne minimum to 1h dziennie), prania, porządki, regularne zakupy etc. W ten sposób z 9h dziennie robi się już ok. 3h. Dzieci?

      Nie oznacza to oczywiście, że na zajęcia pożyteczne nie ma czasu. Znajdzie się, jeśli chcemy, natomiast wymaga to wysiłku i dyscypliny.

  • Kszysiek

    Umysł a co to takiego?
    Często zastanawiam się nad definicją pracy, każdy z Nas, bardziej świadomie, albo mniej nad tym się zastanawiał.
    Zgodnie z obowiązującym słownikiem wikipedii „Praca – to miara wysiłku włożonego przez człowieka w wytworzenie danego dobra; świadoma czynność polegająca na wkładanym wysiłku (działalność lub oddziaływanie) człowieka w celu osiągnięcia założonego przez niego celu; czynności umysłowe i fizyczne podejmowane dla realizacji zamierzonego celu.”
    Miara wysiłku? – jakiego? tyle definicji ilu ludzi, jednak jeżeli upraszczamy sobie zycie i ograniczamy ilość projektów, wtedy radośniej nam się żyje. Zgodnie z tym, również, jezeli ograniczamy ilość definicji, wtedy życie zaczyna być prostsze, być może mniej wydajne, mniej skuteczne, być może bardziej wydajne, bardziej skuteczne, zależy od tego jak się w tym odnajdziemy.
    Wysiłek może byc intelektualny/umysłowy/świadomy/nieświadomy – czyli ten który jest wynikiem naszego neuronowego zaangażowania w proces tzw. „myślenia”. Jak dla mnie jest to jedyny wysiłek jaki wykonujemy, cała reszta jest jego wynikiem.
    Również jakąkolwiek pracę fizyczną poprzedza myślenie, nawet jeżeli jest to polecenie służbowe, angażujemy swoją głowę/przekonania/wartości do tego, aby stwierdzić, że „chcemy”/”musimy”/”dobrze będzie/itd” czy i jak wykonamy to polecenie. Bazując na własnych doświadczeniach.
    Jednym słowem wszystko sprowadza się do „pracy”/”aktywności”/”działania”/”czynności”/”roboty” umysłu. W jakiejkolwiek aktywności związanej z pracą zarobkową, czy wypadem do kina, czy może do zabawą z dziećmi, towarzyszy Nam nasza własna głowa. Do momentu śmierci, jesteśmy razem z nią, ona jest razem z nami, bez niej nie wstaniemy rano, nie zrobimy zadania, nie pobawimy się z dziećmi czy porozmawiamy z żoną/dziewczyną.
    Głowa/umysł/myślenie/odczucia kinestetyczne/słuchanie/widzenie – przy pomocy zmysłów cały czas wykonujemy pracę/działania/aktywność. Jednym słowem pracujemy nieustannie 24h/dobę, nawet w czasie snu, nieraz zaangażowani jesteśmy w różne „historie”/”filmy”/”legendy”/”sny” w których zawsze gramy pierwszoplanową postać.
    Non stop, non stop, non stop bez wględu na pogodę z oknem, bez względu na samochód w którym jedziemy, bez wględu na cokolwiek.
    Nie Jesteśmy w stanie uniknąć pracy/aktywności/działania nawet w czasie wakacji, non stop angażujemy głowę (własną czy inną) w aktywność (zwie się to aktywnym wypoczynkiem :) i praktycznie niczym nie różni się od tego co robimy w pracy zarobkowej, oprócz tego, że kontekst sytuacji się zmienia i zamiast np. siedzieć przy biurku, czy pić kawę, właśnie gramy w tenisa czy jeżdzimy na snowbordzie.
    Nasz umysł cały czas pracuje, nie zna chwili wytchnienia ani spokoju, dopóki świadomie, bądź mniej świadomie zaczniemy dochodzić do wniosku (znowu praca), iż może czasami warto zwolnić, zrelaksować się, odpocząć. To również jest aktywność, jednak świadome zmierzamy do zwolnienia/spowolnienia, zmniejszenia częstotliwości pracy.
    Coraz mniej, coraz wolniej.
    W końcu może zaczniemy naprawdę wypoczywać, cieszyć się tym, co „wokół nas”/”w nas” się dzieje :)
    Swoją drogą dzięki za portal, naprawdę zwolnić siebie w czasie, można poprzez sprawne organizowania dnia/tygodnia, i skupianiu sie na jednym zadaniu/pracy/aktywności/działaniu na raz :)
    pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających
    Krzysiek

  • Kszysiek

    Zainspirowany swego czasu, doświadczeniem z pracą zarobkową, powtarzam pewną strategię myślenia o pracy, jak tylko mogę.
    Jakiś czas temu, w połowie sezonu, nie wydalając z „pracą” chodząc praktycznie przez cały czas w uniformie zwanym „stress”, 4-16 h na dobę (praca jako organizator eventów, imprez integracyjnych) zapowiedziałałem/poinformowałem swoich pracodawców, że zwalniam się z pracy jednak zostaje do końca sezonu. Zostało jakieś 6 miesięcy ubierania praktycznie codziennie garnituru zwanego „stresem”. Nie da się zdjąć tak łatwo, wymaga czasu i zaangażowania (znowu praca) jednak jakże inna od tej zarobkowej.
    Najciekawsze dopiero miało nastąpić.
    Już z wiedzą o tym, że zwolniłem, się, z, pracy, moje podejście zaczęło pewną metamorfozę. W końcu to tylko 6 miesięcy. Prawie dzień w dzień powtarzając myśl „zwolniłem się”, mając ten etap już za sobą. Mój umysł, jakby podłapał bakcyla. Luz jaki nastąpił, jest czymś, czego dawno nie zaznałem, jest czymś, co nastepuje po tygodniu dobrze spędzonych wakacji w górach, czy na mazurach czy w lesie. Nagle, ni stąd ni zowąd, zacząłem w inny sposób podchodzić do pracowników, do klientów, do kontrahentów – zacząłem postrzegać ich, poprzez okulary totalnego relaksu i spokoju. uda sie, to się uda, nie uda się nie szkodzi i tak „zwolniłem” się, więc jeszcze tylko te parę miesięcy.
    Zacząłem, powoli, krok po kroku, patrzeć na pracę w nowy sposób, postrzegać ją coraz mniej, jako pracę, ale jako sposób na nauczenie sie czegoś nowego. -„Co mi tam, przecież już się zwolniłem :)” – więc teraz mogę sobie spokojnie odpoczywać. No i, masakra :), kontakt z pracownikami (tymi co się kiedyś obijali kiedy trzeba było coś wykonać „na wczoraj”), tymi którzy tego, za co stawali się odpowiedzialni, ten kotnakt zmienił się, w momencie kiedy Ja zacząłem ich inaczej postrzegać. Już nie było garnituru „stress”, tylko luz „zrobią, to zrobią, nie zrobią, to nie zrobią”. A oni co?? A oni co? nie wiem co oni, wiem co ja. Zacząłem dostrzegać, jak Oni zaczynają z luzem podchodzić do pracy, z relaksem i spokojem wykonywać to co do nich należało, do czego się zadeklarowali.
    Co więcej, zaczęło być wesoło w naszej ekipie, tych których wcześniej nie „lubiłem” zacząłem traktować z większym szacunkiem. W końcu też chcą dobrej, spokojnej pracy.
    Pod koniec szóstego miesiąca, praca była przyjemnością, spokojem relaksem. Nie było jej ani więcej, ani mniej, jednak efekt był zadziwiający. Więcej klientów (chyba – nie robiłem statystyk), więcej uśmiechów na twarzy i co najważniejsze, praktycznie brak „pracy zarobkowej”, jedynie aktywność umysłu idąca w kierunku „już sie zwolniłem”:) Już nie chodziłem do pracy, nie męczyłem sie w niej, teraz miałem prawie permanetne, prawie wakacyjne nastawienie. Po prostu, nikt nie mógł mnie zwolnić :) bo jak zwolnić kogoś, kto już się zwolnił?

    Koniec końców, sezon dobiegł końca, Ja pozostałem w tej samej firmie, jednak świadomość moja w dużym stopniu porzuciła myśl o „pracy”, przeszła ogromną metamorfozę. Zwolnij się z pracy, nie zwalniając się z niej :)

    Tak często, na ile sobie pozwalam, to wracam do myśli „zwolniłem” się. Idąc do pracy z tą myślą naprawdę osiąga się przytomność, spokój, luz w kontaktach, już nie z klientami, nie z pracownikami, ale po prostu z ludźmi.

    • Wanda

      ”praktycznie niczym nie różni się od tego co robimy w pracy zarobkowej, oprócz tego, że kontekst sytuacji się zmienia ” Właśnie konstekst, czyli nastawienie się . W II części wypowiedzi podajesz dobry pzykład. Ja lubię swoją pracę ,ale – no właśnie są zawsze te ”ale”. I gdy produktywność spada, gdy nagle to co wczoraj było fajne, dziś ciąży, od razu wspominam okres bezrobocia albo co gorsza innej pracy, pomedytuję nad tym minutę i od razu energii przybywa i znów czuję się jak NOWY który myśli ”świeżo” i ma dużo energii.

      • Kszysiek

        Bardzo dziękuję za komentarz – ileż można sobie taką odpowiedzią frajdy sprawić:)

        Właśnie zastanawiam się nad swoją pracą i szczerze powiedziawszy, gdzieś tam daleko dochodzi do mnie głos „tak, lubię to co robię”.
        Jednak coraz mniej w tym jest zwalania winy za swoje „lubie” na robotę. Coraz częściej, łapię się na tym, że, tak jak kiedyś, kiedy pracowałem w Anglii sprawiałem sobie dużo radości pracując jako śmieciarz, czyszcząc kanalizację, sprzątając stadiony, pracując na budowach. To właśnie były te prace których, kiedyś, bardzo dawno temu nie miałem w swoim repertuarze marzeń.
        Jednak i ten okres się skończył, praca jako kelner, barman, budowlaniec przestała sprawiać mi przyjemność. Nie dlatego, że była „kiepską” społecznie pracą, lecz dlatego, że sam miałem „kiepskie” nastawienie do niej.
        Dzisiaj wracając pamięcią do wspomnień, z wielkim szacunkiem dziekuję Sobie i ludziom którzy stworzyli mi warunki, że mogłem zakosztować pracy „niepopularnych społecznie” i jednocześnie zakochać się w prostych pracach np. na linii montażowej.
        Dzisiaj, siedząc przed komputerem, mam lekkie wyrzuty, że pisze w czasie „godzin pracy”;) jednak spostrzegam, że jeżeli pracujemy w różnych zawodach, popularnych, niepopularnych, dobrze płatnych, kiepsko płatnych może Nas nauczyć pewnego dystansu do myśli „praca sprawia mi przyjemność”.
        Bo to nie praca ma sprawiać nam przyjemność, to nie jedzenie dobrej pajdy chleba z mlekiem i z miodem sprawia Nam przyjemność. To My, podejmując decyzję o tym, że chcemy zjeść tą pajdę, czy będzie z miodem, czy z masłem, czy z papryką, czy z ogórkiem, czy z jajkiem czy z marmitem To My sami podejmujemy decyzje, czy będziemy się z tym dobrze czuli czy nie dobrze czuli.
        A i to jest zmienne i ulotne, teraz czuję się dobrze, za chwilę mogę już się dobrze nie czuć.
        Czy ktoś z Was widział kiedyś miejsce gdzie cały czas jest z górki??
        Raz pod górkę, raz z górki, raz płasko – to jest ok, raz się dobrze ze sobą czuję, raz się nie dobrze czuję, raz się czuję normalnie – to jest ok.
        Raz praca sprawia mi przyjemność, raz mi nie sprawia, raz sobie sprawiam przyjemność pracując, raz nie – to jest ok, to jest normalne i naturalne.
        Zauważenie tego faktu, że emocje są, raz takie raz owakie, raz mądre, raz głupsze, raz jak błękitne niebo, raz jak gówno w środku szamba – to jest ok, to naprawdę jest ok.
        Czy ktoś z Was widział niebo, które cały czas jest błekitne i piękne?? – nawet to, w krajach środziemnomorskich może przyprawiać o zawrót głowy i mdłości – to jest ok, to naprawdę jest ok.
        Praca na Nas wpływa, my wpływamy na pracę.
        Pamiętając o tym, odwiązując się powoli od myśli „praca sprawia mi przyjemność” odwiązując się od myśli „lubię swoją pracę” czy „nie lubię swojej pracy”, coraz częściej dostrzegamy tą realną rzeczywistość otaczającego Nas świata.
        Nikt nie lubi smutku, zagubienia, braku produktywnosci, ciążenia. Każdy z Nas pragnie za to radości, szczęścia, odnalezienia, lekkości.
        Ponoć kiedyś ktoś powiedział, że dostajemy od świata to co mu dajemy, odbija się to jak echo w lesie czy fale na wodzie.

        Praca nie jest ani zła, ani dobra, po prostu jest – to jest ok.

        Ehh.. pracuję nad tym, aby skrócić do minimum swoje odpowiedzi :)
        Jeszcze raz dzięki za komentarz, bez niego, nie byłoby przemyśleń idących w kierunku odwiązywania się :)
        Pozdrawiam serdecznie
        Krzysiek

  • Jako pracę traktuję wykonywanie różnych czynności, które mają mi zarobić pieniądze. Nie bardzo wyobrażam sobie pracę, która mogłaby mi sprawiać przyjemność, ale mam nadzieję, że kiedyś znajdę coś takiego, co będzie mi zarabiać pieniądze i będzie jednocześnie fajne. :)

    • Wanda

      Czy praca to dla Ciebie zarabianie na własne konto, czy u kogoś? Jeżeli na własne konto, to proszę mi wybaczyć ale bez pasji w tej pracy nie znam nikogo kto by długo pociągnął interes, no i bałąbym się pracować u takiego pracodawcy. Jeżeli to praca u kogoś -to współczułabym sobie jako pracownikowi, bo pracodawca nigdy by mnie nie potrafiła zrozumieć – patrzyłby na mnie w kategoraich zarabionych pieniędzy jak na robota wypluwającego ”zielone”
      :)

      • Wanda

        Poprawiam od 4 linijki ; jeżeli to praca na własne konto nie u pracodawcy…

  • Wanda

    Jakubie, pewnie doradzasz też pracodawcom – właściwie jak to jest między pracodawcą a pracobiorcą w realu. Wszak wiele książek pisze o tym jak powinno być, ale jak sobie jedno wyobraża drugiego i na odwrót? Czy pracownik może być niezastąpiony, albo choć przez przywiązanie traktowany jak przysłowiowa prawa ręka, czy raczej jak to się mówi ”nie ma takiego, kto by ciebie nie zastąpił”. To w cudzysłowiu jest często takim motywatorem na pracownika nieprawdaż? Zwłaszcza gdy pracodawca chce zwiększyć wydajność. Gorzej jak chce ją zwiększyć czasem pracownika przeznaczonym na rodzinę, itp…
    Pozdrawiam !

    • Jakub Ujejski

      To bardzo indywidualna kwestia. Relacja pracodawca – pracownik to nieustanny proces negocjacyjny. Jak w każdych negocjacjach, można na nie patrzeć jak na grę o sumie zerowej (wygram albo ja albo ty), można też szukać rozwiązania wygrana-wygrana. Wszystko zależy od poziomu świadomości każdej ze stron.

      Przeczytałem dziś, że w Polsce każdy etatowiec, niezależnie od tego czy ma coś do zrobienia, czy nie, musi swoje sztywno ustalone osiem godzin w pracy odsiedzieć. To, błędne moim zdaniem, powiązanie wydajności z ilością czasu, a nie z jakością pracy nadal u nas panuje.

  • Ja też oddzielam pewne definicje, które społeczeństwo na ogół łączy.

    Praca a zarabianie – na ogół jest to jednoznaczne. Choć można przecież pracować u siebie w ogródku i nic z tego nie mieć :) A można też zarabiać, bez pracy (gdy np. pieniądze lub biznes pracują na Ciebie).

    Praca (etat) a praca (wykonywanie zadań):
    Pracuję w pracy, ale też pracuję w domu :)

    Też niektórzy mówią, że chyba jestem pracoholikiem. Natomiast nie zauważają różnicy. Tym osobom praca nie sprawia przyjemności, pracują bo muszą. Potem wolą oglądać TV czy surfować po internecie.

    Dla mnie praca jest przyjemnością, i zamiast wieczorem usiąść przed TV, wolę napisać jakiś artykuł, stworzyć kolejną lekcję kursu, etc.

    Pozdrawiam,
    Marcin