Prokrastynacja i wczesne wstawanie

Za każdym razem, gdy ktoś mi mówi, że najlepiej pracuje mu się w nocy, gdy ktoś nazywa siebie nocnym Markiem albo sową, mam wątpliwości. Zastanawiam się na ile faktycznie tak jest, a na ile to tylko nawyk wynikający z prokrastynacji czyli odkładania ważnych spraw na później.

Skąd u mnie to podejrzenie? Z autoanalizy.

Kilka lat temu mój dzień wyglądał mniej więcej tak:

  • Budziłem się najpóźniej jak to tylko możliwe. Jak miałem gdzieś wyjść o 9:00 to wstawałem o 8:40.
  • Zazwyczaj się spóźniałem. Wystarczyła jedna nieprzewidziana sytuacja na drodze między łóżkiem a miejscem, w którym miałem być i harmonogram się sypał.
  • Dzień jakoś mi mijał, a gdy miałem nad czymś przez dłuższy czas popracować, to zazwyczaj zabierałem się za to w ostatniej chwili.
  • Tak więc pracę odkładałem na wieczór. Oczywiście wieczorem też znalazło się coś do zrobienia…
  • Późnym wieczorem lekko zmęczony piłem kawę i zaczynałem robić to co miałem do zrobienia.
  • Zasypiałem, gdy już nie miałem sił – w środku nocy albo nad ranem. Gdy pracy było dużo, to nie spałem wcale.

Tak właśnie wyglądał przeciętny dzień mojego życia. Oczywiście, gdy tylko nadarzała się okazja, to odrabiałem zaległości…

…w spaniu i spałem do południa.

Żyłem w przekonaniu, że najlepiej pracuje mi się w nocy, bo tylko wtedy mogę się skupić i nic mnie nie rozprasza. To było błędne koło. Odkładałem ważne zadania na tzw “później”. Zabierałem się za nie dopiero wieczorem, bo w ciągu dnia zawsze było coś do zrobienia. Zarywałem noc i w konsekwencji wstawanie rano (nie mówiąc już o wczesnym wstawaniu) było dla mnie męczarnią.

Obrót o 180 stopni

Któregoś dnia zdałem sobie sprawę, że cały czas jestem spóźniony. Gdy inni kończą pracę – ja ją dopiero zaczynam. Gdy inni rozpoczynają kolejny dzień – ja jeszcze śpię. Gdy inni pracują, ja marnuję swój czas.

Wielokrotnie próbowałem to zmienić, jednak bezskutecznie. W końcu wpadłem na genialny plan:

Postanowiłem, że wyprzedzę wszystkich robiąc krok… do tyłu.

Zamiast zabierać się za pracę późnym wieczorem zdecydowałem, że zajmę się tym rano, wcześnie rano.

Niedługo miną dwa lata od kiedy przestawiłem się na wczesne wstawanie. Teraz gdy inni się dopiero rozkręcają, ja już praktycznie kończę. Daje mi to niesamowitą satysfakcję i motywuje do utrzymania tego zwyczaju.

Rano jestem zdecydowanie bardziej wydajny niż późnym wieczorem. Oczywiście potrzebuję 15-20 min. na rozkręcenie się. Trochę ruchu i dobra kawa załatwiają sprawę (na początku była tylko kawa).

Próbowałeś wcześnie wstawać?

Jeżeli twierdzisz, że nie byłbyś w stanie wstawać wcześnie a praca po nocach to twoja natura to pozwól, że się zapytam: Próbowałeś wczesnego wstawania?

Pytam jako osoba, która przez większość swojego życia była zdeklarowaną sową i nie wyobrażała sobie żeby wczesne wstawanie mogło być czymś przyjemnym.

Nie chodzi tu o wczesne wstawanie przez dwa dni, a raczej przez dwa tygodnie. Dopiero po takim czasie możesz zaobserwować różnicę (po miesiącu wejdzie Ci to w nawyk).

Jeżeli Twoja odpowiedź brzmi przecząco, to spróbuj już dziś!

W najgorszym wypadku utwierdzisz się w przekonaniu, że jednak lepiej pracuje Ci się w nocy. W najlepszym – Twoje życie ulegnie całkowitej przemianie.

Ciekawe spostrzeżenia na temat snu i wczesnego wstawania ma też Michał Maj w swojej książce Sen Mistrza – sekrety twórczego snu Leonarda Da Vinci. Możesz ją kupić i jednocześnie przyczynić się do rozwoju Produktywnie.pl – korzystając z odnośnika powyżej.

Zobacz także:

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.