30-dniowe wyzwanie: Dieta Slow-Carb

To jest wpis z cyklu 30-dniowe wyzwania.

W ramach tego cyklu, na 30 dni wprowadzam do swojego życia jakąś zmianę i opisuję efekty tego eksperymentu. 30 dni to wystarczająco długo, żeby się przekonać czy coś przynosi oczekiwane skutki i jednocześnie na tyle krótko, żeby dało się wytrzymać.

Więcej informacji na ten temat przeczytasz na stronie 30-dniowe wyzwania.

Na “pierwszy ogień” w nowego cyklu idzie Slow-Carb Diet. Rozpoczynam już dzisiaj i zamierzam wytrwać przez kolejne 30 dni.

Co to jest dieta Slow-Carb?

Slow-Carb Diet czyli dieta oparta na “powolnych” węglowodanach to propozycja, którą zaprezentował Tim Ferriss w swojej najnowszej książce “4-godzinne ciało”. Dieta podobno pozwala na pozbycie się prawie 10kg tkanki tłuszczowej w ciągu 30 dni (bez ćwiczeń). Zarówno Slow-Carb Diet, książka “4-godzinne ciało” jak i sam Tim Ferriss wzbudzają wiele kontrowersji, dlatego postanowiłem pójść za jego radą i nie brać nic na wiarę tylko przetestować.

Zasady Slow-Carb Diet

1. Unikaj “białych” węglowodanów

Do grupy produktów zakazanych zalicza się wszystko co zawiera węglowodany, które są lub mogą być białe (pieczywo, ryż, kasze, ziemniaki, makarony, tortille i smażone jedzenie z panierką). Oczywiście zakazane są również wszelkie słodycze.

2. Jedz w kółko te same posiłki

Nie ma ograniczeń jeżeli chodzi o ilość. Ze względu na niski poziom węglowodanów w tej diecie Ferriss zaleca, żeby jeść często (nawet 6 razy na dobę). Na początku komponujesz kilka posiłków a potem ograniczasz się już tylko do nich. Wskazane są: jajka, piersi z kurczaka, ryby, wołowina, wieprzowina, rośliny strączkowe (soczewica, fasola biała, czarna, groszek), szpinak, warzywa (brokuły, kalafior), kapusta kiszona. Dozwolony jest również biały serek wiejski.

3. Nie pij kalorii

Można, a nawet trzeba pić duże ilości wody. Dozwolona jest również niesłodzona kawa i herbata. Na liście napojów zakazanych jest mleko, wszelkie napoje słodzone i soki. Jeżeli chodzi o alkohol to nie więcej niż 2 kieliszki czerwonego wytrawnego wina dziennie.

4. Nie jedz owoców

To jeden z bardziej zaskakujących elementów tej diety.Zawsze myślałem, że owoce są zdrowe. Może i są, ale zawierają dużo fruktozy, która ostatecznie prowadzi do odkładania się tłuszczu (dokładne wyjaśnienie w książce). Wyjątek od tej reguły stanowią pomidory i awokado ale spożywane w umiarkowanych ilościach.

5. Odpuść sobie raz w tygodniu

To najprzyjemniejsza i bardzo istotna zasada. Przez 6 dni w tygodniu przestrzegasz diety a 7 dnia możesz zjeść co Ci się tylko podoba. Nie zagłębiając się w szczegóły (opisane w książce) ten jeden dzień nie wpływa negatywnie na wyniki diety. Nie jesteś w stanie “odłożyć” w jeden dzień tyle ile spaliłeś w ciągu 6 dni. Ma to jednak olbrzymi wpływ na utrzymanie diety (nie ograniczasz się przez 30 dni a tylko przez 6 – potem masz “dzień wolny”).

Więcej na temat diety możesz przeczytać w książce Tima Ferrissa “4-godzinne ciało” lub na jego blogu.

Dlaczego to robię?

Nigdy nie należałem do osób z nadwagą, wręcz przeciwnie mam raczej trudności z nabraniem masy. Od pewnego czasu (2-3 lata) zacząłem dostrzegać efekty pracy w pozycji siedzącej, z których zdecydowanie nie jestem zadowolony . Tak więc moim celem nie jest “zrzucenie” 10 kilogramów, a raczej powrót do płaskiego brzucha.

Druga kwestia to wpływ tej diety na moje samopoczucie i co za tym idzie – produktywność. Przeczytałem wiele pozytywnych opinii na ten temat i ciekaw jestem jak będzie w moim przypadku.

Trzeci powód (choć mógłby być pierwszym) to chęć zamiany starych przyzwyczajeń żywieniowych na nowe. Zawsze chciałem się zdrowo odżywiać, ale nie wiedziałem od czego zacząć. Dieta Slow-Carb stanowi do tego solidną podstawę. Może po tych 30 dniach z niej zrezygnuję, a może wręcz przeciwnie – postanowię na niej pozostać. Zobaczymy.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.
  • Przemoo

    Wklej przykładową rozpiskę dnia co będziesz jadł, ponieważ obawiam się, że trzeci powód przejścia na dietę (zdrowe odżywianie) jest w przypadku tej diety nie na miejscu.

    Co do założenia pozbycia się 10kg tkanki tłuszczowej w miesiąc to jest ono nierealne (a nawet jeśli to cholernie nie zdrowe). Po pierwsze to czego się pozbędziesz to w większości woda (węglowodany odpowiadają za zatrzymywanie się wody w organizmie). Po drugie by pozbyc się 1 kg tk tłuszczowej potrzebujesz ujemnego bilansu energetycznego na poziomie 7000 kcal (czyli 1000 kcal dziennie by tracić 1kg w tydzień), więc wylicz jak duży musiałbyś mieć deficyt, żeby te 10kg stracić, mało tego nic nie wspominasz o treningach…?

    Podsumowując:
    Może stracisz 10kg ale na pewno nie będzie to tk. tłuszczowa – ogromna część to będzie woda, która po powrocie do jedzenia węglowodanów znowu się zakumuluje w organizmie.

    • Dzięki za komentarz. Mogę Ci powiedzieć co zjadłem dziś na śniadanie: 2 jajka, ok 100gr tuńczyka, ok 100gr fasoli czerwonej, 1 duży ogórek. Reszta posiłków to kompozycje z wymienionych w punkcie 2. składników.

      Nie chcę polemizować z Tobą na temat założeń diety (i pozbycia się 10kg), bo to założenia Ferrissa a nie moje. Odsyłam zatem do książki (samej diecie poświęcone jest 150 z prawie 600 stron). Tam znajdziesz przykłady, obliczenia, badania i eksperymenty.

      Nie mam też zamiaru stracić 10kg, po prostu zamiast krytykować lub zachwalać postanowiłem przetestować.

  • kurrarras

    nawet trafiłeś. Od trzech tygodni robię szótkę Weidera i od dzisiaj chcę dołożyć do tego dietę. Spróbuję z tobą.

  • Polecam do diety dorzucić ćwiczenia z Kettlebellem, bardzo dobrze się wtedy rozwija tkanka mięśniowa. :)

    • Myślałem o tym, ale nie chcę sobie narzucać zbyt dużo nowego. Jak wytrzymam 2 tygodnie to będę chciał wtedy dorzucić ćwiczenia.

  • Klaskala Maciej

    Jakub, ta dieta brzmi jak Dieta Dukana, która jest szeroko opisana w jego książce. W dużym uproszczeniu można założyć, że tak jak to tu opisałeś tak wygląda jej stosowanie w praktyce. Dukan jednak podzielił swoją dietę na więcej etapów… Efekty są podobne (mało węglowodanów dużo białek).
    Jest wiele polemiki czy to zdrowa dieta… Fakt, że ludzie lubią diety, które w założeniach nie ograniczają jedzenia ilościowo – hasła jedz ile chcesz brzmią interesująco dla obżartuchów :)
    Pytanie jak się zachowujesz po 30 dniach (czyt. po diecie) i jakie będą tego efekty (jojo).
    Ja stosowałem już dietę Dukana i efekty były dobre na wadze (ale nie robiłem testów w laboratorium – nie wiem jakie są efekty uboczne).

    Powodzenia w stosowaniu diety – ale po praktycznym stosowaniu różnych diet twierdzę, że lepsze jest zdrowe odżywianie + codzienny sport (to też można zastosować w Twoim 30-dniowym wyzwaniu). Lepiej gubić 2 kg miesięcznie przez pół roku niż 10 kg w 30 dni (sądzę, że bilans półroczny będzie raczej gorszy).

    • Tym się różni ta dieta od diety Dukana, że masz tzw. „cheat day” – jeden dzień w tygodniu, w którym jesz co chcesz w jakich chcesz ilościach. Dzięki temu uzupełnia się wszystkie składniki odżywcze, nie dostaje się świra jak podczas diety Dukana i jest szansa oduczyć się jedzenia śmieci (po tygodniu wcinania szpinaku i fasoli czuje się jakie te wszystkie Snickersy i McDonaldy są wspaniałe).

  • Misia

    Jakub, powodzenia !

  • Zrzucić 10kg w miesiąc da radę. Jestem tego żywym przykładem. Tylko ja musiałem zrzucić 10kg przed operacją. Nie wiem ile ważysz teraz ale może być ciężko. Normalnie (zdrowo) powinno się chudnąć 1-2kg tygodniowo.

    • Tylko, że ja wcale nie chcę zrzucić 10kg. Napisałem o nich, bo tak Ferriss promuje Slow-Carb Diet: 10kg w 30 dni bez ćwiczeń.

  • Klaskala Maciej

    W Dukanie w ostatnim etapie też jest dzień wolności :)
    Ale żeby nie było – nie jestem zwolennikiem Dukana… Tim Ferris często korzysta z jakiejś już wypracowanej metody lub obserwacji najlepszych…

    Coś mi podpowiada, że jego metoda na dietę ma coś wspólnego z Dukanem – tylko tyle…

    • Bardzo prawdopodobne. W końcu każda dieta ma punkt wspólny – jedzenie :)

  • mizy

    Trzymam się tej diety Ferissa. Chociaż nie wiem czy to jest dieta, wg. mnie to bardziej sposób odżywiania (a nie dieta, czyli coś co stosujesz żeby schudnąć, a potem konie).

    Kilka uwag:

    1. 10kg w miesiąc pewnie jest możliwe jak ważysz jakieś 200kg ;) U mnie po 4tygodniach spadło jakieś 4,5kg (do 81,5kg).

    2. Samopoczucie jest świetne ;)

    3. Samym odżywianiem nie spodziewaj się osiągnąć super efektów. Według moich obserwacji bardzo istotne są ćwiczenia (ja biegam min. 2 razy w tyg, do tego jakieś pompki, przysiady…). Tytuł książki w końcu to 4 Hour Body, więc jednak te 4 h/tydz. trzeba się poruszać :P

    4. W moim menu królowała cieciorka ;) Rano jadłem serek wiejski, potem na śniadanie+ lunch wrzucałem na patelnie cieciorkę, warzywa(np, cukinia, pomidory,brokuł) doprawiałem przyprawami z kuchni indyjskiej(papryka, mieszanka curry, czosnek, kardamon itp), i do tego wbijalem 2-3 jajka jako swego rodzaju sos(oczywiście czekałem aż się zetną, ale bez tego danie było trochę suche). Czasem do tego jakieś mięcho;)

    5. Co do deficytu, to Feriss proponuje oziębianie organizmu( zimne okłady, prysznice). No ale cóż, aż tak zdesperowany nie jestem.

    6. Póki jest sezon, polecam wcinać bób, fasolkę szparagową, świeży groszek.

    Podsumowując: cudów nie było (ale to chyba dobrze). Samo ograniczenie cukrów plus trochę ruchu daje efekty.

    • Jak dla mnie „dieta”=sposób odżywiania. Są diety, których celem jest redukcja masy ciała i są takie, które powodują przybieranie na wadze.

      ad.1 Zgadzam się. 10kg to trochę taki chwyt marketingowy.
      ad.2 U mnie po tych kilku dniach też nie jest źle.
      ad.3 Nie oczekuje niesamowitych efektów. Bardziej skupiam się na tym, żeby wytrwać.
      ad.4 Brzmi zachęcająco – muszę spróbować.
      ad.5 Ja też nie jestem tak zdesperowany, chociaż opłukanie się zimną wodą pod prysznicem to całkiem przyjemna sprawa (mam na myśli samopoczucie po a nie w trakcie).
      ad.6 Właśnie dlatego zdecydowałem się na dietę teraz – łatwiej dostać świeże składniki.

  • Adam

    Cóż za zbieg okoliczności :-) Właśnie sfinalizowałem swoje 30-dniowe postanowienie, którego celem było pozbycie się 4 kg masy ciała (z 71 do 67kg przy 170cm wzrostu, lat ponad 40). Cel osiągnięty i wyglądało to podobnie jak opisujesz. Dieta nisko węglowodanowa z właśnie takim niedzielnym dopalaniem (owoce, czekolada…) dla zdrowia psychicznego i podkręcenia metabolizmu. W wielkim skrócie: codzienne poranne ważenie z notowaniem postępów (chociaż tak dużej częstotliwości nie zalecają), ujemny bilans energetyczny (bez większego przeliczania), trochę ruchu (codzienna gimnastyka + wyprawa rowerowa albo basen co drugi dzień), częste popijanie wody, częste posiłki (co ok. 3 godziny). Wymiana spożywanych tłuszczów na te lepsze. Unikanie produktów z wysokim indeksem glikemicznym. Niesolone orzeszki ziemne zawsze pod ręką, nie doprowadzanie się do nadmiernego głodu (własnie po to te mobilne orzeszki :-). Węglowodany szybkie tylko wtedy, kiedy wiem, że wybieram się np. na basen albo rower, albo po takim treningu. Ok. 0,5h po takim wysiłku i węglach jakiś posiłek białkowy (ser biały polany oliwą z oliwek + jakieś warzywko). Jakieś tabletki z minerałami i witaminami raz dziennie, tak na wszelki wypadek. Wolne przeżuwanie. Przykładowe menu: 6:30 – 3 jajka (2 żółtka wyrzucam) + pomidor + czasami jakiś owoc jak czuje dużego doła. Zamienny zestaw to mleko 1,5% z otrębami i niesłodzonymi płatkami lub musli czyli taki mały śmietnik zalany mlekiem. 8:00 (już w pracy) powolne sączenie kawki z mleczkiem (to też posiłek) Później wielgachna szklana wody (to nie posiłek ale spore płukanie nerek, szczególnie po kawie :-) i próba przetrwania do ok. 11-tej. O tej porze pomidor/ogórek/… + rybka w oleju z puszki – tuńczyk, makrela, śledź… ale tylko te w sosie własnym lub oleju (po odsączeniu). Ok. 14-tej jogurt naturalny z chrupkim pieczywem i dlatego tak przed obiadem, żeby po powrocie nie rzucić się na ten obiad zbyt łapczywie. Na obiadek zwykle duszone mięsko z kurczaka/indyka lub rybka (oczywiście bez panierek) + spore ilości kalafiora/brokuł jakiś pomidorek, czy inne surówki, ale tylko własnej roboty, tzn. prawie bez przypraw, często na bazie oleju lnianego lub z oliwek. Przyprawy po jakimś czasie prawie niepotrzebne bo przy spokojnym przeżuwaniu i diecie jakoś wszystko inaczej smakuje (czyt. lepiej). Po obiadku (16:00) czasami lekki niedosyt ale przecież już za chwilkę :-), po 17-tej kawka z mleczkiem i orzeszkowe szaleństwo. Ok. 20-tej kolacja w postaci serka wiejskiego lub wcześniej wspomnianego sera z oliwą z oliwek, lub sałatka z sałaty, pomidorów/ogórków i sera (mozarella/fetta) albo tuńczykiem (tym w sosie własnym). Oczywiście jak wpada jakieś np. wieczorne ostre rowerowanie (20-30km między godz. 19 a 21-ą) to zamiast takiej kolacji dochodzą węglowodany (soki, owoce, miód, może jakiś napój izotoniczny) + białkowa kolacja i z tym nie ma żartów, bo zamiast tkanki tłuszczowej można stracić sporą ilość masy mięśniowej i to już przerabiałem kilka lat temu. Pewnie to nie idealne postępowanie (jestem inżynierem nie dietetykiem) ale w moim przypadku się sprawdziło. Nigdy natomiast nie stosowałem tego jednodniowego dopalania. Wydaje mi się, że tym razem dzięki tej zmianie odbyło się bez jakieś większej walki i są szanse, żeby ten tryb, z drobnymi modyfikacjami (większym urozmaiceniem posiłków) i utrzymaniem wysokiej aktywności fizycznej prowadzić. W tej diecie wyraźnie stawiałem też na prostotę posiłków i względnie stały schemat. Zdarzyło się też, że parę razy wciągnąłem coś spoza diety ale nie robiłem sobie większych wyrzutów. Czasami trzeba posłuchać organizmu, a nie dobrych rad z ładnych książek :-) Nie raz poległem już na zbyt intensywnym dociekaniu, perfekcyjnej optymalizacji, rozczytywaniu, analizie… i zerowych efektach. Jak dla mnie każdy system w czasie jego wprowadzania powinien mieć jakąś wersję light. I taki związany z tym akcent produktywności na koniec – poległem na GTD, ale wystartowałem COŚ z GETTING SH-T DONE i ZEN TO DONE. To COŚ ruszyło z miejsca i nawet nieźle się buja. Super blog, często czytam, pierwszy raz skomentowałem, sorry za zbyt długawe wynurzenia :-)

    • Dzięki za komentarz. Gratuluję sukcesów. Po przeczytaniu Twoich przepisów aż się głodny zrobiłem – najwyższa pora na obiad.

  • Łukasz

    1. Nie istnieje coś takiego jak „dieta slow-carb”.
    Użyty tutaj termin „slow carb” miałby sugerować przyjrzenie się indeksowi glikemicznemu węglowodanów.
    Indeks glikemiczny został stworzony na potrzeby diabetyków i już staje się przeżytkiem,gdyż nikt nikt nie jada pojedynczych składników tylko całe dania,a całe danie ma zawsze niższy indeks niż pojedynczy składnik.
    Tak więc-czy zjemy danie z białym czy z pełnoziarnistym ryżem-bez różnicy dla naszej tkanki tłuszczowej.Pełnoziarniste produkty mają tylko tę przewagę,że posiadają w sobie błonnik istotny dla zdrowia układu trawiennego.

    2.Cel jest nierealny- jak już powiedziano 0,5-1kg utraty masy tygodniowo to maks. Więcej będzie oznaczało utratę wody,glikogenu i masy mięśniowej.

    3.Dieta redukcyjna bez treningu siłowego (ćwiczenia wielostawowe z dużymi obciążeniami i niskimi powtórzeniami) jest dużo mniej efektywna i niesie ryzyko utraty tkanki mięśniowej.

    4.Brak w tej diecie zdrowych tłuszczy.

    5.Jedynym zdrowym i zgodnym z ewolucją homo sapiens sposobem odżywania jest dieta paleolityczna lub „low carb”.
    W skrócie-dużo białka,dużo tłuszczy,trochę warzyw,trochę owoców.
    Rolnictwo i produkty zbożowe w historii człowieka zajmują jedynie niewielki i smutny epizod.

    • Odpowiem podobnie jak na komentarz napisany przez Przemoo – Nie chcę wdawać się w dyskusje o założeniach diety Slow-Carb. Szanuję Twoje zdanie. Polecam Ci przejrzenie książki 4 Hour Body, bo mój opis jest bardzo ogólny (np. w diecie dozwolone są zdrowe tłuszcze, a ja o tym nie wspomniałem).
      Co do samej nazwy, to myślę, że skoro może być „Dieta Dukana” czy „Dieta Kwaśniewskiego” to może być i dieta „Slow-Carb”.

  • Wanda

    Jakub! A mnie też trudno było przybrać masę ciała! Gdy na scenę wychodziły modelki-szkielety ja nie cieszyłam się, że jestem podobna do nich – ile znajomych (ciotek, wujków, a najszczersze były koleżanki;) ) tyle negatywnych uwag! Jakoś w życiu nikomu nie podobają się ”suchołazki”, co zrobić kiedy się ma taką budowę ciała? I tu znam odpowiedź – znaleźć sobie pracę za biurkiem, od wysiłku szarych komórek ciałą nie ubywa i tak oto stałam się posiadaczką brzuszka:) Jestem z niego dumna i nie mam zamiaru stosować diet odchudzających , ale skoro dobiłam do upragnionej wagi i figury chętnie skorzystałabym z niektórych produktywnych przepisów żywnościowych . A tobie Jakubie pozostaje mi życzyć – szczęścia w 30-dniowym programie!

    • Gratuluję sukcesów w utrzymaniu upragnionej wagi i figury i dzięki za miłe słowa.

  • Johnson

    W bajki czyli diety wierzysz ? ;)

  • Luśka

    bardzo chwalę podejście ..testowania ;) czekam więc na pochwałę bądź krytykę po miesiącu, jedyne niebezpieczeństwo jakie widzę to, że każda mniej lub bardziej drastyczna zmiana żywienia bez indywidualnego dostosowania do organizmu może odbić się na zdrowiu, ale tu zalecany jest jedynie zdrowy rozsądek ;)
    i podpisuje się obiema rękami pod 30-dniowym wyzwaniem, sama chętnie takowe podejmuje, poranne wstawanie było jednym z moich pierwszych i myślę, że zmieniło mnie nie do poznania. Byłam jedną z tych osób, które twierdziły, że lepiej im pracować nocą. Nie mogłam być w większym błędzie. Teraz działam lepiej i sprawniej, więc mogę zrobić więcej i jednocześnie mieć więcej czasu na przyjemności :)Kontynuuje wciąż system wyzwań i część z nich zostaje ze mną na dobre. Dodam tylko, że mi w ich wypełnianiu bardzo pomaga staranne planowanie, ale to już może mój sposób na wszystko :)
    Życzę powodzenia!

    • W moim przypadku zmiana nie jest aż tak drastyczna. Mleka nie pijam od dawna, za śmieciowym jedzeniem nigdy nie przepadałem tak więc zmiana polega na wykluczeniu produktów mącznych, owoców i słodyczy.

  • kwasi0

    Ma to jakiś sens, nie wiem tylko, czy te fasolki nie mają za dużo węglowodanów… A indeks glikemiczny to nie żaden przeżytek. Zasada jest prosta im dłużej wchłaniają się węglowodany tym później organizm domaga się kolejnych. Jeśli spożyjemy węglowodany, które szybko się spalają, np cukier prosty w herbacie albo białe pieczywo szybciej czujemy głód.

    • Fasolki to właśnie podstawowe źródło „powolnych” węglowodanów. Tak przynajmniej twierdzi Ferriss.

      • kwasi0

        oczywiście fasolka może być powoli spalana jednak trzeba też zwrócić uwagę ile węglowodanów na w 100 gramach – szparagowa rzeczywiście może być ok bo ma około 8 jednak białą fasola ma już jakieś 60, czyli sporo, nie mówiąć już o tym, że jest dość ciężka, a więc 100 gr to objętościowo niewiele…

  • Konrad

    Najlepsza dieta to po prostu „MŻ i RD”, czyli mniej żreć i ruszyć du… szę ;) Żaden ze mnie specjalista, ale patrząc na znane mi „przypadki” jestem bardzo na nie wszelkim dietom ograniczającym węglowodany. Zwłaszcza jeśli chodzi o owoce i jeszcze brak tłuszczy. Jeden dzień „laby” nie zniweluje niedoborów witamin i kropka. Schudnąć się schudnie, bo organizm nie mając paliwa sięgnie do tego co odłożył, ale uważam, że wprowadzanie takiej diety na stałe może być nieciekawe w skutkach.

    No, chyba że o indeks glikemiczny się rozchodzi, wysoki niekoniecznie jest bardzo potrzebny.

    • Jednym z głównych tematów 4-Hour Body jest obalenie podejścia „MŻ i RD”. W diecie Slow-Carb jesz dużo a w kolejnej części książki dowiadujesz się, że wystarczy ćwiczyć przez 4 godziny w miesiącu :)
      Podchodzę do tego z dystansem. Spróbować można.

      • Konrad

        4 godziny w miesiącu? Muszę w takim razie się tej książce przyjrzeć na czym to wszystko oparte, bo po prostu nie wierzę, że nisko-węglowodanowe odżywianie i brak ruchu nie wpływa ujemnie na zdrowie w dłuższej perspektywie. A nie wiem na czym Ferriss swoje założenia opiera. Spróbować można zawsze, moje wątpliwości dotyczą przestawienia się na tę dietę na stałe. Nadprogramowe kilogramy sobie, ale zdrowie przede wszystkim.

  • Wanda

    No, no – i razem z Przemoo czekam na rozpiskę dań z dnia, a jako zachłanna kobieta chętnie podglądnęłabym te 30 dni w menu!…

    • Nie mam zamiaru zmieniać Produktywnie w książkę kucharską, ale może jakiś przepis dorzucę w przyszłości :)

  • Jakub

    Witam,

    jestem już dawno po lekturze 4HB…dziś dopiero trafiłem na jakiś „polski ślad” w temacie. Dodaję temat do ulubionych, życzę powodzenia i czekam na szczegółowe relacje.

    Pozdrawiam

    • Dzięki za komentarz. Podejmowałeś jakieś próby (dieta, ćwiczenia) po przeczytaniu 4-Hour Body?

  • Oj, ulubionych owoców też nie można :(

    A kwaśnych jabłek??

  • Komin

    Do wszystkiego trzeba podchodzić z odrobiną sceptycyzmu. Do Ferrisa szczególnie. Nie bardzo chciało mi się wierzyć w efekty które opisuje Tim, więc testuję slow carb na sobie.
    Po 3 tygodniach (z 5dniową przerwą na wyjeździe) straciłem około 2kg i 2-3 centymetry w pasie (z 97 do 95). Przy czym dopiero po 2 i pół tygodnia zacząłem ćwiczyć.
    Efekt na razie jest. Jak nie zapomnę to za tydzień dam tu podsumowanie mojej 30 dniowej próby, z większą ilością pomiarów.

  • Ja na slow-carb zrzuciłem 3kg w pierwsze 2 tygodnie, poźniej przestałem być restrykcyjny i przestałem chudnąć, ale też nie wróciłem do poprzedniej wagi.

    Zadziwia mnie jak wiele osób ma tu opinię chociaż nie czytały książki.

    Czy można schudnąć 10 kg w 30 dni wg Ferrisa? – można.

    Pytanie drugie: ilu osobom z z grupy testowej się to udało? – około 15%. Natomiast już ponad połowa straciła conajmniej 5kg.

  • Pingback: 30 dni zmiany | Poza schematy()

  • Przemek

    @Jakub: w czwartek (01.09.2011) przeczytamy podsumowanie z wyzwania? :)

  • eweluś

    hmmmmmmmmmm a gdzie podsumowanie?

  • snajper

    Ja tylko krotko o efekcie u mnie mam 23 lata, wiele diet stosowalem wiele schudlem, niestety tez przytylem i ostatatecznie znow za siebie wzialem po pierwszym miesiacu zyjac zgodnie z zaleceniami sc moja waga spadla z 108,5kg na 102,5 dlatego dalej trzymam sie na niej czuje sie bardzo dobrze i polecam wszystkim :)

  • kolejnacuddieta

    Dzis zaczynam tę dietę. Rano wypiłam jogurt ponieważ nie byłam jeszcze na zakupach więc nie było wielkiego wyboru prócz tuczących produktów w lodówce typu:salami….tłusty żółty ser… Wieczorem napiszę co dziś spożywałam! Oby się udało. Przy wzroście 170 ważę 145 kg! Masakra!

  • glpbialicja

    Ja stosowałam kiedyś „taką” diete, sama ustaliłam sobie warunki takie jak ta dieta tj bez chleba, ziemniaków, tuczników tj fast food-ów, coli itd itp no i tylko gotowane mięso. Owoców też nie odmawiałam, 5x dziennie posiłek, owoce, jogurty, płatki na śniadanie i podwieczorek, warzywa, jajka, duuzo kawy ( chyba jestem od niej uzależniona więc…). Raz na jakiś czas jakieś słodkości… schudłam 15kg w półtora miesiaca. Co prawda nie jadłam duzo ale wogóle nie ćwiczyłam no i nie męczyłam się na samych saładkach, ćwiczeniach non stop. Na mnie podziałała taka dieta wiec moge polecić z czystym sumieniem każdemu kto chce schudnąć nie koniecznie magicznie teraz i natychmiast ale z czasem i skutecznie.

  • nacia

    Czy moge jesc wszystkie warzywa czy tylko okreslone?

    • Wszystkie, które nie są białe. Wyjątek stanowi kalafior. Ziemniaki już się nie łapią.

  • ada

    od dzisiaj próbuję z sc

  • Aga

    jak mozna nie cwiczyc podczas diety…nie rozumiem tego??……podczas odchudzania cala tkanka miesniowa ulega obluzowaniu, nie wyobrazam sobie jezeli by mi mialo wszystko wisiec, przeciez to nie o taki rezultat nam chodzi…..przy spaleniu 10 kg przeciez to jest jakis horror…

    dieta plus cwiczenia to jest efekt…..