30-dniowe wyzwanie: Czego nauczyło mnie pisanie 750 słów dziennie

Mój wrześniowy 30-dniowy eksperyment dobiegł końca. Mamy już prawie połowę października więc najwyższa pora na podsumowanie.

Przez cały wrzesień pisałem po 750 słów dziennie. Było to coś na wzór morning pages z tą różnicą, że pisałem na klawiaturze i… no właśnie – o tym za chwilę.

Moje oczekiwania były w miarę konkretne. Chciałem poćwiczyć pisanie (żeby krócej pisać artykuły na Produktywnie) i wyrobić sobie nawyk codziennego pisania. Miałem też nadzieję, że wydobędę ze swojej głowy jakieś nieuczesane myśli, które przesiedziały tam przez bardzo długi czas i poczuję dzięki temu ulgę.
Co z tego wyszło?

Czego nauczyło mnie pisanie 750 słów dziennie?

  • Udowodniłem sobie, że jestem w stanie pisać codziennie – Przeciętne posiedzenie zajmowało mi około 40 minut. Udało mi się wygospodarować ten czas i wytrzymać bez rozpraszania.
  • Pisząc zacząłem zwracać uwagę na słowa i zwroty, które bardzo często pojawiają się w zdaniach (nadużywanie “nie wiem” albo “chciałbym”). Dało mi to do myślenia. Polecam taką mini psychoanalizę.
  • Zauważyłem, że nie zawsze wyrzucenie z siebie negatywnych emocji pomaga – Czasem to co pisałem, gdy byłem w kiepskim nastroju brzmiało jak mantra – powtarzałem w kółko te same zwroty, bo nie chciały wyjść z głowy. Co z kolei powodowało nasilenie kiepskiego nastroju.
  • Mam więcej wiary we własne możliwości – napisałem w ciągu ostatniego miesiąca ponad 23000 słów. To prawie jak książka (krótka, ale książka ;) ). Patrzenie na licznik i odliczanie (jeszcze tylko 450 słów do końca) to też niezły sposób na ułatwianie sobie pracy.
  • Raz przegapiłem pisanie – W trzecim tygodniu miałem tak zakręcony dzień, że zapomniałem o wyzwaniu. Zdałem sobie z tego sprawę dopiero następnego dnia. Wniosek – trzeba być czujnym przez cały czas.
  • Mam wrażenie, że w ciągu tego miesiąca wydarzyło się bardzo dużo w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Nie wiem na ile faktycznie tak było a na ile moje odczucie spowodowane jest tym, że codziennie miałem 750 słów na przeanalizowanie tego co się działo.
  • Pisanie do szuflady bardzo się różni od pisania dla kogoś – Nigdy wcześniej regularnie nie pisałem do szuflady. Zawsze ktoś czytał moje teksty, najpierw w szkole a potem na blogu. Zwolnienie redaktora, który na bieżąco poprawia każde zdanie uwalnia autora i pozwala mu na większą ekspresję.
  • Zacząłem robić sobie rozgrzewkę palców – Nie sądziłem, że poświęcenie minuty na rozgrzanie palców i nadgarstków może tak pomóc. Docenisz to zwłaszcza jeżeli piszesz bezwzrokowo 10 palcami. Poświęć kilka chwil na rozruszanie każdego stawu i rozciągnięcie ścięgien, a poczujesz różnicę. Pisze się dużo szybciej i płynniej.
  • Pisanie musi się odbywać rano – Przez kilka dni zmieniłem porę pisania i to był największy błąd jaki zrobiłem. To właśnie wtedy opuściłem 1 dzień. Zmęczenie wieczorne i natłok myśli nie pozwalał mi się skoncentrować. Miałem 10 myśli na jedno zdanie. Pisałem zdania oderwane od siebie i bardzo chaotyczne.
  • Formułowanie myśli w zdania idzie mi o wiele szybciej – Przyznaję, że tego nie mierzyłem i opieram się na odczuciu. Niemniej jednak coraz rzadziej napotykam na problem ze sformułowaniem zdania. Inna sprawa to jakość tych zdań. Coś co podczas pisania wydaje mi się w porządku po kilkukrotnym przeczytaniu już takie nie jest. Jak przyspieszyć edycję napisanych tekstów? Tego jeszcze nie opanowałem.

Czy mam zamiar zostawić 750 słów? Tak. Nie będę się jednak ograniczał do 750words.com. Przez ostatni miesiąc kilka razy miałem ochotę napisać 3 strony odręcznie zamiast na klawiaturze, ale nie chciałem psuć statystyk. Teraz nie będę już na siebie nakładał tego wymogu i niezależnie od formy będę pisał.

PS. To podsumowanie napisałem na stojąco ;)

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.
  • Jakubie, a na jakie tematy pisałeś?
    Jeśli to było coś w formie pamiętnika/dziennika, to przynajmniej mi byłoby lepiej pisać wieczorem. Tak, żeby podsumować cały dzień.

    • Zazwyczaj zaczynałem od „zrzutu świadomości” czyli wypisywałem wszystkie myśli jakie mi chodziły po głowie. Później albo drążyłem jakąś konkretną myśl, która nie dawała mi spokoju albo starałem się napisać o czymś konkretnym. Zdarzały mi się fragmenty opisujące to co przeżyłem danego dnia ale nie było ich zbyt dużo.

      Jeżeli miałbym pisać dziennik, to też zdecydowałbym się na wieczorową porę. Chociaż z drugiej strony marnie u mnie wtedy z koncentracją.

  • Jacek Synowiec

    Mam wrażenie, że to codzienne pisanie spowodowało mniejszą aktywność we wpisach na blogu :)

    Nie można było połączyć jednego z drugim?

    Google by zatkało, gdyby widział codziennie nowy wpis na twoim blogu :)

    • Jest olbrzymia (przynajmniej dla mnie) różnica pomiędzy pisaniem dla siebie a publikowaniem wpisów na blogu.

      Każdy tekst, który się tu pojawia jest przynajmniej 2 razy edytowany. Mało tego, musi jeszcze przejść przez mojego wewnętrznego krytyka. Właśnie z tego powodu tak mało publikowałem.

      Na szczęście przez te 30 dni powstało kilka wstępnych wersji, szkiców, które – mam nadzieję – wykorzystam w przyszłości.

      • Jacek Synowiec

        A Któż to? (Wewnętrzny krytyk)

  • Barbara

    Jako psychoterapia – nie zdało egzaminu. :) Jednak rzeczywiście sprawność pisania znacznie się poprawiła. Nie „wrzucałam” myśli lecz pisałam na konkretny temat. I niestety – najlepiej sprawdził się komputer, a liczyłam na coś bardziej „własnoręcznego”. 750 słów to 1,5 strony. Dość szybko szło.

    • Jak piszesz o czymś konkretnym to komputer kusi bardzo, bo potem ten tekst można do czegoś wykorzystać bez konieczności przepisywania. :)

  • Pingback: Program do prowadzenia dziennika/pamiętnika - Nadgryzione.pl()

  • Pisanie naprawdę pomaga, w moim przypadku najpierw przelewam swoje myśli na papier a później czytam co napisałem i zmieniam, tak aby tekst był czytelniejszy i zrozumiały. Dzięki praktyce z czasem jest coraz mniej do poprawiania. Gratuluję wytrwania w postanowieniu.

  • Podejmmuje wyzwanie :D