30-dniowe wyzwanie: Praca na stojąco – wrażenia

W październiku podjąłem jedno z trudniejszych wyzwań. Zdecydowałem, że przez 30-dni będę pracował na stojąco.

Do tej pory miałem za sobą dwie nieudane próby przestawienia się na pracę na stojąco i bardzo mi zależało, żeby tym razem wytrwać.

Zanim przejdę do opisu wrażeń po miesiącu pracy „na wysokości”, pozwól, że Ci przedstawię analogię pomiędzy pracą na stojąco a bieganiem.

Jeżeli cały dzień pracy dałoby się przedstawić jako odległość do pokonania, to spędzenie go na siedząco można porównać do spaceru, natomiast pracę na stojąco do biegu. O ile przejście – powiedzmy – 5 kilometrów, dla przeciętnego człowieka jest wykonalne bez specjalnego przygotowania, o tyle przebiegnięcie tego samego dystansu nie jest już takie proste. No może jednorazowo tak. Ale codziennie?

Trzeba się przyzwyczaić. Podczas pracy na stojąco pojawiają się przeszkody, które nie występują gdy pracujesz na siedząco.

Przeszkody, które napotkałem pracując na stojąco i moje rozwiązania

1. Ogólne zmęczenie nóg

Nie da się ukryć, że zmęczenie było pierwszym i najbardziej doskwierającym problemem, na który napotkałem. Postanowiłem podejść do tego jak do biegania i zacząłem małymi kroczkami. Przez pierwsze dni pracowałem krótko i robiłem sobie bardzo częste przerwy. Wiedziałem, że jak postoję za długo to bardzo trudno będzie mi wytrzymać kolejnego dnia.

Idealnie sprawdza się tutaj technika Pomodoro. 25 minut pracy na stojąco i 5 minut przerwy… na leżąco :) Wiem, wiem, takie udogodnienia można mieć tylko w domowym biurze. Gdybym mógł mieć w biurze tylko dwa meble to postawiłbym na biurko do pracy na stojąco i rozkładany fotel, na którym można się wyciągnąć podczas przerwy.

Krótkie, regularne przerwy (nawet na siedząco) pozwalają na szybką regenerację. Z każdym kolejnym dniem organizm się przyzwyczaja i zmęczenie pojawia się później.

2. Ból łydek

Gdy pracowałem bez przerwy na stojąco przez 25 minut (czasem nawet i dłużej) pojawiało się zmęczenie i ból łydek.

Znalazłem na to sposób. Co jakiś czas zginam jedną nogę w kolanie i opieram stopę na ustawionym za mną stołku. Po kilku minutach zamieniam nogi. Ta taktyka pozwala mi dłużej stać i zminimalizować zmęczenie łydek.

Drugim sposobem (którego nie mogłem zastosować ze względu na konstrukcję mojego „stojącego biurka”) jest ustawienie pod biurkiem pudełka i opieranie na nim na przemian jednej i drugiej nogi.

3. Ból pięt

Jest to problem, z którym borykałem się przez chwilę. Na szczęście udało mi się go dosyć szybko rozwiązać. Jak? Stoję na piankowych podeszwach. Sportowe buty są o wiele wygodniejsze niż klasyczne.

Jeżeli nie możesz sobie pozwolić na zmianę obuwia, to skorzystaj z miękkiej maty. Można kupić matę dedykowaną do tego celu albo zrobić sobie własną z karimaty.

4. Pochylanie się i opieranie na łokciach

Jednym z argumentów wykorzystywanych przez przeciwników pracy na stojąco jest to, że po pewnym czasie i tak zaczynamy się garbić i podpieramy się łokciami na blacie.

Nie zaobserwowałem u siebie takich zmian. Myślę, że gdybym miał niedopasowaną wysokość blatu do mojego wzrostu to pewnie zacząłbym się garbić albo „wisieć” na biurku.

Zaobserwowałem natomiast, że mam tendencję do pochylania się i opierania o blat. Na szczęście, gdy tylko zaczynam się pochylać do przodu blat wbija mi się w brzuch co skutecznie mnie zniechęca i prostuje.

Paradoksalnie, najwygodniejszą pozycją do pracy na stojąco jest… wyprostowana postawa.

Wrażenia z pracy na stojąco

Praca na stojąco jest dla mnie przede wszystkim dynamiczna. Nie ma w niej wiele ze stania. Jest ciągły ruch. Przenoszenie ciężaru ciała z nogi na nogę, zmiana rozstawienia nóg, częste przerwy, skłony, przysiady. O ile można się zasiedzieć pracując przy klasycznym biurku o tyle nie można się „zastać”. Przynajmniej ja nie potrafię.

Przez cały miesiąc nie miałem okazji popracować dłużej niż przez 2 godziny. Po prostu musiałem sobie zrobić przerwę. Czasem robiłem sobie dłuższą przerwę dzieląc pracę na część twórczą (na stojąco) i konsumowanie informacji (na siedząco lub na leżąco). Nie polecam tego rozwiązania na początku, bo można bardzo łatwo się zasiedzieć.

Pracując na stojąco wcześniej kończę pracę. Po prostu zamiast gapić się bezmyślnie w monitor, koncentruję się na ukończeniu zadania albo siadam i zajmuję się czymś innym. Ma to zdecydowanie pozytywny wpływ na moją produktywność.

Największą zaletą wynikającą z pracy na stojąco jest fakt, że przez cały miesiąc ani raz nie bolał mnie kręgosłup. Poprzednio zdarzało mi się to dosyć często. Albo kark, albo dół pleców. Teraz nie mam tego problemu.

Może to dziwnie zabrzmi, ale praca na stojąco jest wygodna.

Reasumując:

Biurko do pracy na stojąco do tej chwili ma status niezbędnego mebla w moim biurze. Klasyczne biurko nadal mam do dyspozycji i zdarza mi się przy nim zasiąść, ale tylko wtedy, gdy liczy się powierzchnia (gdy np mam do ogarnięcia stertę dokumentów).

Z dwojga złego wolę stać (choć tak naprawdę więcej w tym ruchu) i narażać się na żylaki niż siedzieć i mieć ciągłe bóle kręgosłupa. Zdecydowanie przestawiam się na pracę na stojąco!

Jak twoje doświadczenia? Udało Ci się wytrwać? A może po przeczytaniu tego tekstu planujesz podjęcie podobnego wyzwania? Czekam na Twój komentarz!

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.