Sposób na stracony dzień

Jest wieczór. Kładziesz się do łóżka i mimowolnie analizujesz wydarzenia z minionego dnia. Niby przez cały dzień coś się działo ale masz poczucie, że nic tak naprawdę nie udało Ci się osiągnąć.

Kilka rozmów telefonicznych, jakieś spotkanie, trochę klepania w klawiaturę. Po pracy na zakupy. W domu – jak zwykle – trzeba coś zjeść, ogarnąć porozrzucane rano w pośpiechu rzeczy i może jakiś film obejrzeć albo coś poczytać. Minęło kilkanaście godzin, a Ty masz poczucie, że straciłeś dzień. Mało tego, dzieje się tak już któryś raz z rzędu.

Tego typu myśli potrafią wywołać bezsenność, a w dłuższej perspektywie działają na zasadzie spirali i mogą się przyczynić być może nawet do depresji.

Jeżeli zdarza Ci się mieć poczucie, że nic nie osiągasz to mam dla Ciebie dobrą wiadomość.

Zrób coś znaczącego

Co przyniosłoby Ci poczucie satysfakcji? Zrealizowanie jakiego projektu sprawiłoby, że przed snem powiedziałbyś sobie: “To był udany dzień.”? Przerwij czytanie na chwilę i zanotuj odpowiedzi na powyższe pytania.

Masz? OK. To teraz przejdziemy do prostego planu działania.

Pomodoro Satysfakcji

Jakiś czas temu pisałem o technice Pomodoro. W skrócie, polega ona na tym, że wybierasz jedno zadanie i przez 25 minut (1 Pomodoro) koncentrujesz się tylko na jego wykonaniu. Po upływie tego czasu robisz sobie obowiązkową 5-cio minutową przerwę.

Wykorzystaj tę technikę do realizacji tego projektu, który da Ci poczucie satysfakcji i będzie stanowił odpowiedź na pytanie: Co znaczącego dziś zrobiłem?

Jeżeli projekt jest dłuższy to podziel go na mniejsze części tak, żeby dało się przynajmniej jedną taką część zrealizować w ciągu jednego Pomodoro.

Na początku każdego dnia, gdy tylko przyjdziesz do biura zacznij od poświęcenia 25 minut na Pomodoro Satysfakcji. W przypadku projektów osobistych najlepiej poświęcić pierwsze 25 minut po przebudzeniu. Jeżeli to konieczne, wstań pół godziny wcześniej.

Niech to Pomodoro będzie Twoim dziennym minimum czasowym na realizację znaczącego projektu. Nie jest to dużo, ale zawsze jest to więcej niż nic. (1 Pomodoro dziennie to ok. 20 dni pracy rocznie)

Uwaga dla ambitnych: Zacznij od 1 Pomodoro i 1 projektu. Sprawdź tę technikę przez tydzień i dopiero po tym czasie rozważ zwiększenie “minimalnej dawki”. Jeżeli w danym dniu poświęcisz na realizację projektu więcej niż jedno Pomodoro to OK, ale pamiętaj, że Twoja minimum to 25 minut.

Lista dokonań

Mój wewnętrzny krytyk jest bardzo głośny i bardzo szybko zapomina o tym, co mi się udało zrealizować. Jeżeli masz podobnie to zrób sobie listę dokonań, którą będziesz regularnie przeglądać.

Program z którego korzystam oznacza wszystkie zadania czy projekty, które udało mi się zrealizować jako “zrobione” zamiast je kasować. Dzięki temu podczas tygodniowego przeglądu mogę prześledzić swoją listę dokonań.

Jeżeli nie korzystasz z narzędzi elektronicznych to wystarczy Ci podręczny notes, w którym zamiast zapisywać rzeczy do zrobienia zapiszesz sobie rzeczy wykonane. Później – w zależności od potrzeby – codziennie czy raz w tygodniu możesz sobie przejrzeć to co udało Ci się w tym czasie osiągnąć.

Te dwa proste kroki stosowane regularnie, skutecznie uciszyły mojego wewnętrznego krytyka.

Dzisiaj nadal zdarza mi czasem się zasnąć z poczuciem straconego dnia, ale przynajmniej wiem na co poświęcę pierwsze 25 minut po przebudzeniu.

Co myślisz o Pomodoro Satysfakcji i liście dokonań? Napisz jak Ty radzisz sobie wewnętrznym krytykiem i poczuciem straconego dnia. Komentarze są do Twojej dyspozycji.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.
  • Takie poczucie, że nic produktywnego się nie zrobiło, jest faktycznie bardzo nieprzyjemne. Ja właśnie stosuję listę dokonań. Wieszam sobie kartkę na tablicy korkowej i to jest taki mój motywator, żeby tego dnia wypaść jeszcze lepiej.
    Dla naprawdę opornych polecam aplikację z Appstore aTimeLogger do kontrolowania czasu. Jak się po tygodniu ogląda wykresy, to raz-dwa się odechciewa „rozmemłania”.

  • mateusz

    Bardzo bardzo dobry artykuł. Oby więcej takich. Pozdrawiam

  • Konrad

    Jak sobie radzę z wewnętrznym krytykiem i poczuciem straconego dnia? Wcale. Lista, która ma mi przypominać, że nie jestem życiową ofiarą gdzieś tam jest i… leży nie ruszana nawet. Chyba przykleję ją sobie gdzieś w okolicy monitora… I kiedy tylko ogarnę sesję wypróbuję Pomodoro Satysfakcji. W nauce pomaga to zapewne pomoże i przy tym „rozmemłaniu dnia”.

  • Tenzin

    Jakubie, a jak Ty dzielisz dłuższy projekt na mniejsze części?
    Jakich konkretnych narzędzi do tego używasz?
    to pierwsze pytania, jakie mi wypadają z głowy po przeczytaniu tego, „przypominacza” o pomodoro :)

  • Moj sposob na liste dokonan (zaczerpniety chyba z GTD) to zaznaczanie wykonanych zadan zakreslaczem(zamiast ich przekreslania)Bezcenna jest mina mina kolegi z pracy, ktory pyta: masz tak wiele priorytetowych zadan do zrobienia?? Odpowiedz: nie, te wszystkie zadania sa mam już za sobą!! :)

  • A może poczucie straconego dnia wynika z innych przyczyn? Może problem leży w np. za dużej presji społecznej na osiągnięcia? Warto się nad tym zastanowić.

  • Nie zawsze dialog wewnętrzny mówiący o zmarnowanym dniu jest zły. Steve Jobs podobno zawsze zadawał sobie pytanie, czy jego dzień był taki jak chciałby żeby był. Jeśli nie był, to oznaczało że trzeba coś zmienić. Gdybyśmy ciągle mówili sobie, że dzień jest wykorzystany produktywnie w 100%, to prawdopodobnie nie byłoby motywacji do robienia czegoś więcej.

    Jak zawsze potrzebny jest złoty środek

  • Miałem problem z takimi „nieprzespanymi nocami” dopóki nie wziąłem się w garść (jak to prosto brzmi). :)
    Wtedy też założyłem zeszyt, wieczorami zacząłem spisywać plan na następny dzień a obowiązkowo w każdą sobotę wieczorem, robię plan na cały tydzień. Prawie całkowicie olałem planowanie długoterminowe (wracam do niego baardzo rzadko).

    Zaznaczam, które zadania są najważniejsze i które należy wykonać najszybciej.

    Problem był tylko na poczatku, bo większość ludzi (w tym ja) daje sobie na głowę więcej niż faktycznie może udzwignąć. Jednak gdy to wyeliminowałem to życie zrobiło się ( a w zasadzie ja zrobiłem) dużo prostsze.

  • Magda

    Dziękuję za ten post.

  • Ciekawy tytuł … myślałem, że porada – jak stracić dzień ;)

  • U mnie wszystko się zmieniło kiedy zacząłem zapisywac plan z celami jednodniowymi i tygodniowymi. Do każdej czynności przypisana jest ważność i najistotniejsze rzeczy wykonuje jako pierwsze.

    Odżuciłem prawie całkowicie cele dłuższe niż rok.

    Taka najprostsza sprawa a dzień staje się niesamowicie bardziej efektywny.

  • Bardzo ważny temat. Faktycznie można złapać niezłego „doła”, gdy nie ma dokonań.

    Mój patent, który kiedyś zadziałał to słoiczek i kamyczki. Każde zadanie po drodze do celu to kamyczek wrzucony do słoika. Co jakiś czas zaznaczałem na słoiku o ile przyrasta warstwa kamyków. Dzięki temu udało się przetrwać, później do tej techniki nie wracałem. Nie była potrzebna.

    W momencie, gdy czuję, że „się gubię” wprowadzam sobie ocenę dnia, czyli 3 pytania, „Start – co zacząć robić, żeby było efektywniej, Stop – co przestać, Continue – co robić jak do tej pory”. Taka refleksja przez kilka dni pozwala odkryć co działa, a co się sypie. I po pewnym czasie znowu wracasz na właściwe tory.

    Lista dokonań to świetna metoda do sprawdzenia, na czym się skupiam. Co ciekawe po pewnym czasie, gdy się upewniłem, że robię to, co powinienem przestałem czuć potrzebę patrzenia na nią. Pewnie za jakiś czas do niej wrócę.

    A propos „Pomodoro”. Znalazłem ciekawą techniką napędzania się do działania opartą na podobnej zasadzie, która się całkiem fajnie sprawdza.
    Robisz listę zadań/tematów na dany dzień i obok nich piszesz liczby 10, 20, 30, np.

    – oferta dla klienta 10 20 30
    – opis badania 10 20 30
    – spotkanie ze znajomymi 10 20 30
    – telefon do klineta 10 20 30

    I teraz ustawiasz budzik na 10 minut i bierzesz pierwszą rzecz z listy. Po 10 minutach kończysz i bierzesz się za kolejną. Super sprawa, bo wiele spraw po 10 minutach albo jest rozwiązana, albo jestem tak wkręcony, że wolę je dokończyć.

    Siła tej techniki polega na tym, że nawet jak czegoś nie chcesz robić, to wiesz, że po 10 minutach możesz spokojnie przerwać. To trochę inne zastosowanie niż proponuje Jakub wyżej, natomiast może pomóc rozpocząć.

    Wiele rzeczy nie chce się nam robić, bo nie wiemy jak ogarnąć, 10 minut czasem służy do określenia celu i wtedy robota zaczyna fajnie działac.

    Proponuję wpisac sobie na listę
    – znaleźć sposób na docenienie siebie 10 20 30
    Efekt gwarantowany :)

    • W swojej prostocie ta metoda jest genialna!

    • a czy nie jest tak, ze wazna jest koncentracja na jednym zadaniu na raz, tak aby nie marnowac czasu na ponowne wdrozenie sie ?? Pewnie zalezy od indywidualnego podejscia. Kazdy z nas ma inne preferencje

      • Masz rację, jest. Zdecydowanie są czynności, przy których odrywanie się przeszkadza i rozbija koncentrację. Natomiast bywa czasem tak, że masz coś zrobić, ale powstrzymuje Cię przed tym np. absolutny brak zrozumienia jak to ugryźć.

        Przykład z ostatniego tygodnia. Miałem przygotować ofertę dla klienta. To zajmuje zazwyczaj więcej niż 30 minut, szczególnie, gdy jest to program robiony na zamówienie. Zacząłem od 10 minut, w czasie których po prostu przeczytałem co mam zrobić, zebrałem sobie materiały, pojawił się zalążek pomysłu. I przestałem. Gdy usiadłem do tego kolejnego dnia rano zrobiłem całość w 15 minut. Przez noc wszystko się samo poukładało.

        Jeżeli mamy do czynienia ze zwiększeniem motywacji, to czasem z pozoru nieracjonalne zachowania, a czasem nieefektywne powodują, że zaczyna się dziać.

        Co ciekawe, jeżeli w ciągu pierwszych 10 minut okaże się, że wiesz co robisz, to po prostu możesz nie przerywać, tylko dokończyć pracę. Też działa.

        • Wanda

          Ostatnio miałam dość podobny przypadek. Ale zanim zasiadłam i ”zrobiłam” te 10 minut – przez dwa dni gryzłam się z trudem zadania, zamiast go po prostu przeglądnąć i na spokojnie przeanalizować… Lęk przed zaczęciem mnie paraliżował… Ostatnio spróbowałam zastosować metodę 10 20 30 … Skończyłam po półtorej godzinie – dziwiąc się, że tyle czasu upłynęło tak szybko!!!

        • I dlatego ustawiasz budzik. Bo wiesz, że po 10 minutach z czystym sumieniem możesz skończyć. Gdy się temu przyjrzałem to fatkycznie jednym z problemów przy „jedzeniu żaby” jest strach, że utkniesz „w tym bagnie” na bardzo długo. A tak „wdepniesz na chwilę i spadasz”. Fajne :)

    • Jedno pytanie: Skoro ustawiamy budzik na 10 minut, to po co te 20 i 30 obok każdego zadania?

      • Patent teoretycznie polega na tym, że robisz każdą sprawę po 10 minut, a później przełączasz się na dłuższe odcinki po 20 i 30 minut.

        W praktyce wyszło mi tak, że jeżeli masz na liście 7 elementów, to zapisanie do nich 10 20 już sprawia, że więcej trudno wcisnąć w ciągu dnia. Bolesne, ale prawdziwe.

        Teraz testuję siebie, czy jeżeli mam 4 na liście to jestem faktycznie w stanie je wykonać. 10 20 30 x 4 = 4 godziny. A to tak naprawdę jest maksimum wydajności w ciągu dnia biorąc pod uwagę wszelakie rożne zależności i zadania, które wpadają. Jeżeli doprowadzę do zamykania 4 dużych spraw w ciągu dnia w tym trybie uznam, że jestem świetny :)

  • Świetny pomysł z wcześniejszym wstawaniem! 25 minut to rzeczywiście niewiele. Po powrocie do domu, często w pośpiechu gubimy nasze wyzwania, a szkoda. Jutro wstanę 25 minut wcześniej:) Z przyjemnością :)

  • Kiedy następny wpis na blogu? ;)

  • Najgorsze jest to, że ludzie po 20 uważają za konieczne usiąść i nic nie robić (bo faktycznie wieczór ma być taką porą, na przemyślenie i przeanalizowanie dnia), a jak właśnie np. Pomiodoro pokazuje, nawet 25 minut może sprawić, że zaśniemy bez uczucia zmarnowania dnia ;)

  • Stosuje metodę Pomodoro od około roku. Szczególnie wtedy, kiedy mam trudności ze skupieniem się na 1 wykonywanej czynności. Sprawdza się świetnie.