Perfekcjonista – bohater tragiczny

perfekcjonizmZdjęcie: anna jarske

Z pewnością pamiętasz, z lekcji języka polskiego, pojęcie bohatera tragicznego, który niezależnie od tego jaką decyzję podejmie i tak kiepsko na tym wychodzi. Podobnie jest w przypadku wszystkich tych, których mniej lub bardziej męczy perfekcjonizm.

Wiem co piszę, bo sam jestem perfekcjonistą. Oczywiście nie dotyczy to całego mojego życia, ale pewne sfery (zwłaszcza te z wiązane z moją „twórczością”) są skażone perfekcjonizmem.

Problem polega na tym, że jako perfekcjonista tak bardzo chcesz, żeby coś było zrobione idealnie, że:

  1. Robisz to nieskończenie długo i nigdy nie kończysz.
  2. Nie zaczynasz, bo nie wierzysz, że można to zrobić dobrze – czyt. perfekcyjnie

Perfekcjonista nie widzi innego rozwiązania. Inne opcje nie wchodzą w grę. Jest albo 1 albo 2.

Czasem przedsięwzięcia przechodzą przez oba stadia. Najpierw są przez dłuższy czas dopracowywane, a potem perfekcjonista stwierdza, że nie ma możliwości dokończyć tego tak dobrze jakby chciał i rezygnuje z dalszej pracy. Za przykład może posłużyć prawie 400 artykułów, które nigdy nie zmieniły statusu „szkic” na „opublikowany”.

Albo odwrotnie – najpierw jest rezygnacja i odwlekanie, bo nie widać światełka w tunelu. Później, gdy perfekcjonista pod wpływem własnych przemyśleń lub pod presją otoczenia zabiera się do pracy, to nie może jej skończyć, bo nie jest zadowolony z postępów.

Tak czy inaczej bardzo się męczy. A dzieło nigdy nie zostaje pokazane światu.

Jak perfekcjonista może pokonać perfekcjonizm?

Jeżeli nigdy nie miałeś skłonności perfekcjonistycznych, to sprawa jest oczywista – wystarczy obniżyć swoje oczekiwania wobec efektu końcowego.

Jeżeli – podobnie jak mi – zdarza Ci się mieć perfekcjonistyczne zapędy to wiesz, że powyższa rada jest równie dobra jak powiedzenie dziecku, że ma od dzisiaj zrezygnować ze słodyczy.

Perfekcjonizm – jak sobie z nim radzić?

Niestety nie znalazłem magicznego zaklęcia, które na dobre uciszy wewnętrznego perfekcjonistę. Jednak na tyle długo borykam się z tematem, że wypracowałem kilka sztuczek.

  • Oszukuj się do samego końca, że nigdy nie pokażesz swojego dzieła – szkic tego artykułu przeleżał u mnie na dysku ponad pół roku. Gdyby nie powyższy sposób to nigdy bym go nie napisał.
  • Powtarzaj sobie do znudzenia, że nie musi być idealnie – taka mantra pozwala stłumić wewnętrzny głos, który każe Ci robić wszystko perfekcyjnie.
  • Znajdź autorytet, któremu powierzysz ocenę efektów swojej pracy – to najlepszy znany mi sposób. Ważne, żeby była to osoba, która będzie miała odwagę wskazać ewentualne niedociągnięcia.

W związku z tym, że temat perfekcjonizmu osobiście mnie dotyczy, jestem bardzo ciekaw czy Ty również masz z tym problem i w jaki sposób sobie radzisz. Napisz w komentarzu.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.
  • Myślę, że to częsta przypadłość przedsiębiorców, choć pewnie nie tylko. Sam się z tym wielokrotnie borykałem. W tym momencie stosuję zasadę Pareto. Oprócz tego przygotowując się np. do wypuszczenia nowego produktu staram się maksymalnie uprościć całość aby jak najszybciej opublikować go, a dopiero następnie stopniowo ulepszać. To zdecydowanie lepsze podejście niż odwlekanie premiery aby wydać produkt, który i tak nigdy nie będzie doskonały. Twój pomysł z zaufaną osobą wydaje się również bardzo ciekawym pomysłem.

  • O…
    Czyli teraz 1 artykuł na 1 miesiąc?

    A może by odgrzebać jeszcze po szkicach,
    by wpisy były 1 artykuł na tydzień?

    :)

  • Niestety, skądś znam ten problem. Chyba stosuję tylko drugą Twoją radę – powtarzanie, że nie musi być być perfekcyjnie. Nie mogę się oszukiwać, że nie pokażę efektu swojej pracy, szczególnie, gdy chcę ją zrobić dla innych. Również nikt nie jest raczej takim autorytetem, aby mógł mnie przekonać do zmiany oceny efektów własnej pracy. Tak więc chyba sobie z tym nie radzę, … chyba że sobie odpuszczę i sprawę oleję – wtedy widać dzieło niedokończone, choć może, tym bardziej wartościowe ;)

  • lukas12345678

    Zależy w jakiej dziedzinie. Podczas wspinaczki wielowyciągowej i wisząc 300 m nad ziemią nalezy być perfekconistą. W sfertach ważnych (w szczególności ludzkie życie gdy wchodzi w grę) należy być perfekcjonistą. Np. kontroler lotów.

    • Gdy na zewnątrz kreujemy się na profesjonalistów, mistrzów w swojej dziedzinie, perfekcjonizm by się przydał, przynajmniej w tym zakresie.

      Gdy będziemy udawać że jesteśmy dobrzy, perfekcyjni a nie będziemy, wprawdzie możemy swoim PRem przykryć to na jakiś czas, jednak jest niebezpieczeństwo, że prawda wyjdzie na jaw wcześniej lub później – i wtedy będzie totalna „klapa”.

      Wspomniany tu kontroler lotów jest dobrym przykładem.
      Może uda się parę razy coś zatuszować, jednak w końcu dojdzie do katastrofy.

      Przykładem szczytu nie perfekcjonizmu który wyszedł po 2 latach a skończył się tragicznie była organizacja lotu Prezydenta do Smoleńska a później to wszystko co działo się po katastrofie.

      Zaraz po katastrofie wszystko wydawało się że jest perfekcyjne, współpraca z Rosją, badanie wraku, sekcje, perfekcyjnie przygotowane uroczystości, perfekcyjna praca prokuratory, komisji MAK itp. Ktoś nawet mówił że „Państwo zdało egzamin w tych trudnych chwilach”.

      W początkowych chwilach tylko PR i dobrze przedstawienie przez media tego wszystkiego, dały dobry obraz stanu społeczeństwu.

      Aż tu po miesiącach wychodzi, że wcale nic nie było perfekcyjne zarówno przed (beznadziejny samolot i wszelkie służby które „olewały” swoje obowiązki), jak i po katastrofie nie było lepiej.

      A jak drąży się materie głębiej, to wychodzą coraz to bardziej kompromitujące wszystkich okoliczności – zamiana zwłok w trumnach, niszczenie wraku przez Rosjan, tuszowanie zaniedbań służb specjalnych, fałszowanie protokołów itp.

    • Zgadzam się. Zdecydowanie wolę lekarzy perfekcjonistów :)

      Problem pojawia się wtedy, gdy perfekcjonizm przeszkadza w pracy.

  • S

    Hmm..jakbym sie oszukiwala,ze tego nie pokaze to bym nie robila, bo po co czas tracic skrobiac cos i do szuflady wrzucajac, a potem wyrzucic.. nie da sie..
    po drugie- powtarzaj sobie,ze nie musi byc idealnie- u mnie by to nie zadzialalo ;p
    po trzecie- dobry pomysl i czasem korzystam z tego jak jest czas- zeby pokazac swoja prace komus i poprosic o ocene :)

    Jak jeszcze mozna sobie z tym radzic.. eh, time management i byc moze jesli nie musimy sie z czyms spieszyc to nawet robic cos kilka tygodni/miesiecy dluzej jesli juz ma byc zrobione dobrze :)

    To udreka byc perfekcjonista, ale perfekcjonisci sa tez cenieni wiec moze to nie jest az taka zla cecha ;)

    Pozdrawiam

  • Janek

    Mi pomaga myśl, ze muszę czasem coś zepsuć, żeby na błędach nauczyć się jeszcze wiecej. Oczywiście problematyczne jest to ‚czasem’… ;)

    • Popełniania błędów (i uczenia się na nich) powinni uczyć w szkołach. A jest odwrotnie.

  • Donnner

    A ja działam tak – robię szkic; realizuję to co się da na początku; stwierdzam, że robię coś już za długo; „wciskam Publikuj” lub wrzucam do sieci projekt takim jaki jest. Wtedy budzi się we mnie zwierze i wtedy pracuję już tylko online, modyfikując i przechodząc do następnych kroków jak burza nie zważając na detale mówiąc sobie, że dopracuje to później.

  • Łukasz

    Mi oczy otworzył Ferriss. Tak jak on mam wiele różnorakich pasji, ale i obowiązków. Pareto (i Ferriss) w matematyczny sposób wyjaśnia jak bez większego wysiłku/czasu być w czymś na tyle dobrym, by móc czerpać z czegoś przyjemność, czy nawet zarabiać na tym jakąś tam kasę.
    Wszelakiego rodzaju twórcy skupiają się detalach, których odbiorca nie widzi.
    „Skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?” jak mówi reklama.

    Natomiast większym problemem jest przekonać pracodawce do 80/20

  • Kuksi

    U mnie największy problem sprawia fakt, że wiem to, iż POTRAFIE zrobić to idealnie, tym sposobem w nieskonczonosc formatuję, poprawiam przecinki, dopytuję az w koncu nad ranem (niestety nie mam luksusu bezterminowego oddawania prac, choć zawsze i tak je maksymalnie przeciągam) stwierdzam, że dzieło jest ukonczone i przygotowuje je do oddania. Przez ten moj perfekcjonizm dość czesto jestem wrabiana w prace „inni to zepsują, bedzie nieestetyczne, ty zrobisz najlepiej” lub sama się w to wrabiam przez uciązliwe przekonie, ze kto inny to zrobi źle, będzie brzydkie, zepsuje i tylko ja zrobie to dobrze. :/

  • Oj, czuję się przyłapana ;)!

    Na ogół daję komuś zaufanemu do przeczytania, zanim opublikuję… Zwłaszcza większe/ważniejsze rzeczy.

  • Dzięki za szybkie TIPsy na stłumienie wewnętrznego ego które nie pozwala rozsądnie podchodzić do realizacji zadań. Szczególnie ciekawa i cenna jest według mnie ostatnia rada dotycząca znalezienia autorytetu który zechce i jest w stanie „obiektywnie” ocenić wykonaną pracę. Wdrażam :)

  • xaero212

    Ważna sprawa: koniecznie jest (naprawdę konieczne!) uświadomienie sobie, że mamy problem z perfekcjonizmem. Często osoby, które są perfekcjonistami żyją w przekonaniu, że tak po prostu ma być. Że to normalne, że oni myślą tak, że postawienie jednej kreski zajmie im tydzień.

    Wiem ponieważ ja tak miałem… po prostu tak ma być, wszystko musi być idealne.

    Trzeba z tym walczyć ale w pozytywny sposób, pozwolić temu istnieć i współtworzyć ale właśnie… tworzyć, nie odkładać i dopracowywać tylko w głowie!

    • Trzeba z tym walczyć ale w pozytywny sposób, pozwolić temu istnieć i współtworzyć ale właśnie… tworzyć, nie odkładać i dopracowywać tylko w głowie!

      Dopracowywanie w głowie jest najgorsze.

  • Mnie też ten problem dotyczy.
    Często gdy sobie uświadamiam, że trochę za długo się nad czymś siedzę przypominam sobie motto jakiegoś amerykańskiego generała, że „Lepiej jest wykonać 80 procentowy plan od razu niż 100 procentowy za miesiąc”.

    Natomiast ważne jest samo uświadamianie sobie w każdym momencie co robię i po co to robię. Jak to Amerykanie mówią „meaningfulness”.
    Jeśli przygotowuję prezentację to staram się najpierw ją skończyć w formie jakiejkolwiek. Jeśli będzie czas na dodanie ładnych obrazków, to będzie. Jeśli nie to przynajmniej nie będę się musiał martwić, że nie dotrzymam terminu itd.

  • Czasem pomaga deadline. Ale taki kategoryczny. Dlatego np. w końcu, dwa i pół roku po skończeniu studiów, dokończyłam pracę mgr i ją oddałam. Bo jeszcze pół miesiąca i 5letnie studia poszłyby w plecy. Ale przy mniej groźnych konsekwencjach sposób nie jest skuteczny :/

    I tak się męczę przez całe życie ;)

    • xaero212

      Dokładnie, mam tak samo! Znam Twój ból… z kolei deadline potrafi bardzo stresować. Dobrze jest, kiedy stresuje tak hmm ‚kreatywnie’ ;)

  • hewolf

    Uwazam siebie za perfekcjoniste i indywidualiste. Takze tak przedstawiam sie osobom, z ktorymi nawiazuje blizsze relacje. Jednakze po przeczytaniu tego artykulu moj poglad na perfekcjonizm zmienil sie – po prostu nie wiedzialem, czym tak naprawde jest. Czy przedsstawiajac sie tak innym osobom stawiamy sie w dobrym swietle czy tez jest zupelnie odwrotnie?

    • xaero212

      Cześć. To jest właśnie to o czym wspomniałem w swoim pierwszym komentarzu tutaj. Nie wiedziałeś czym tak naprawdę jest i że to jest problem bo uważam, że jest.

      Perfekcjonizm to problem osób zbyt ambitnych.

      Przedstawiając się tak innym osobom musisz uważać bo może kreujesz się niepotrzebnie na kogoś lepszego od nich? Jak do tej pory odbierały to różne osoby, którym to mówiłeś? Generalnie też zauważ, że np. w CV nigdy nikt nie napisze, że jest perfekcjonistą, nawet jeśli jest nim naprawdę i wykonuje świetne projekty. Zastanów się nad tym ;)

      • hewolf

        Mozna powiedziec ze trafiles w samo sedno. Nie czuje sie tego na zewnatrz, ludzie tego nie odbieraja, ale czuje ze musze z nimi rywalizowac musze byc lepszy itd. Jezeli stwierdze, ze dana osoba jest za wysoko zeby ja przeskoczyc daje sobie od razu spokoj – tak, poddaje sie na samym poczatku. Nie mam pojecia, w czym perfekcjonizm moze okazac sie przydatny.

        • xaero212

          Jeśli czujesz, że musisz rywalizować z innymi to zastanów się jak możesz na tym skorzystać – to może nieźle mobilizować.

          Z kolei może wpływać na CIebie źle: na każdego patrzysz przez pryzmat tego w czym jest od Ciebie lepszy. To nie jest do końca zdrowe podejście, ja bym to na Twoim miejscu przerobił najlepiej na kartce. Wiesz o tym, że wiele osób wzoruje się właśnie w tym momencie na Tobie? Bo Ty coś od nich robisz lepiej, Ty zainspirowałeś ich jakimś zdaniem. (odwołanie do: cokolwiek robisz pomyśl odwrotnie)

          Co do tego ‚przeskakiwania’: rozumiem o co chodzi dokładnie. Napotykasz tak zwanego ‚kozaka’ w jakiejś dziedzinie, który jest (wg Ciebie) tak dobry, że nie masz do niego (niej) startu. O to chodzi? Jesli tak to nie myśl o rywalizacji. Zmień myślenie na to jak możesz to wykorzystać. Niech takie osoby Cię inspirują.

    • Perfekcjonizm może być wadą i zaletą. Wadą jest, gdy przeszkadza w pracy i utrudnia tworzenie, a zaletą, gdy pomaga stworzyć wybitne dzieła.

  • Aneczka

    zawsze staram się robic rzeczy perfekcyjnie (bo jak sie na cos wysilac to zeby to miało sens, nie?)ale tylko temu bo chcę dobrze wypaść w oczach innych ludzi. lecz jak to w życiu bywa – nie zawsze się udaje. i tak oto często wracam załamana z koncertu ‚bo mi nie poszło, bo tam bylo zle, tu nierówno miazga jak nic’ albo gdy cos sprzątam to musi być bez żadnych smug itp. i w tych momentach zadaję sobie pytanie: „aniu, a czy inni ludzie to widzą?” otóż nie. wiele rzeczy po prostu im umyka, nawet o tym nie myślą, często patrzą głównie na całokształt, a ja się przejmuję. dlatego moim sposobem na walkę z przejmowaniem się gdy cos idzie nie tak jest właśnie wmawianie sobie, że tylko ja to widzę. bo w perfekcyjności nie ma nic złego dopóki jesteśmy nieperfekcyjni w byciu perfekcyjnym (zaszalałam).
    Pozdrawiam, Ania :)

  • babcia stasia

    (jakies przmyslenia) Perfekcjonizm to postawa – jezeli mam cos zrobic to musi to byc dobre, poprawne, tak dobre jak to tylko mozliwe. Perfekcjonista jest analityczny, ostrozny, przemyslany, dokladny, precyzyjny, wazy argumenty. Perfekcjonizm powstaje i krystalizuje sie w wyniku strachu przed popelnieniem bledu. Strach przed popelnienem bledu powstaje w wyniku doswiadczonego cierpienia zwiazanego bladzeniem w przeszlosci i przyjecia w wyniku tego cierpienia postawy, skoro to ma tak bolec to ja nie chce, nie bede probowal. Perfekcjonizm jest metoda na unikanie cierpienia zwiazanego z popelnianianiem bledow. Perfekcjonizm paradoksalnie uniemozliwia stawanie sie lepszym. Nie mozna rozwijac sie bojac sie porazki. Zeby rozwijac sie musisz modejmowac proby. Niektore proby zakoncza sie porazka, ale to naturalna kolej rzeczy. Wiekszosc prob zakonczy sie porazka, ale beda tez trafienia, ktore cb zbuduja. Nie mozesz bac sie i unikac porazki, bo nie bedziesz rozwijal sie. nie bedziesz wzrastal.

    • xaero212

      Dobrze ujętę. Strach przed porażką zawsze ją wywoła (no, w 92% przypadków). Po prostu podejście: ‚jedziemy z koksem i tyle, uważamy, ale się nie boimy’ sprawdza się w większości zadań w życiu (czy to robienie dzieci, czy tworzenie grafiki, czy jazda samochodem).

  • bartek

    utozsamiam sie z tym artykulem w 100%. Wiele wiekszych projektow czy nawet drobniejszych dzialan staram sie wykonywac na max swoich mozliwosci. Znalazlem dla siebie jednak sposob, ktory dziala przynajmniej dla wiekszych dzialan.
    Np. Ostatnio robilem przebudowe serwisu www. Po prostu wypisuje na kartke co jest priorytetem dla przedsiewziecia a na drugiej liscie punktuje co bym chcial dodac (w mysli perfekcjonizmu). Dodatkowo deadline projektu. Skupiam sie na priorytetach i jezeli druga lista nie jest skonczona to publikuje projekt i potem dodaje „poprawki”.

    Niestety wielu ludzi nie znosi perfekcjonistow np gdy oddelegujesz czesc obowiazkow. Moj informatyk i grafik maja sporo cierpliwosci do mnie:)

  • Przy zwalczaniu problemu perfekcjonizmu opieram się na opinii lepszych ode mnie osób w danej dziedzinie. Np. jeżeli oni zaakceptują projekt, w takim razie uważam go za dobrego.

    Ponadto inspirująca jest logika działania firmy Microsoft. Np. wypuszczają na rynek niedopracowany system, a następnie oczekują na zgłoszenia użytkowników, wychwycone błędy naprawiają w aktualizacjach. Taki wzór działania możemy przenieść do naszej codziennej pracy.

  • Karolina

    Piszę dość późno bo dopiero odkryłam produktywnie.pl i ten artykuł stał się dla mnie swojego rodzaju olśnieniem.
    Wszyscy zwracają uwagę na wpływ perfekcjonizmu na życie zawodowe, a czy są tu oprócz mnie ludzie, którym perfekcjonizm utrudnia całe życie??
    – sprzątanie: po co przecierać kurz w jednym „widocznym” miejscu skoro za i na książkach gromadzi się go więcej, na wszystkich małych bibelotach, które tak naprawdę powinno się wsadzić tylko pod wodę bo inaczej kurz zostanie w szczelinach i to wszystko zajmie więcej niż 5min a teraz tego czasu nie mam, więc jeżeli nie może być doskonale to „po łebkach” nie ma sensu
    – po co uczyć się wyrywkowych informacji bez konkretnego podłoża merytorycznego, pięciu encyklopedii i dwudziestu aktualizacji
    – napisanie maila wymaga umieszczenia całego backgroundu, szczegółów i uzasadnień przez co informacje, które można zawrzeć w trzech zdaniach- zajmuje pół strony a czas tworzenia idealnej formy graficznej i dopracowywania sformowań ciągnie się w nieskończoność
    – po co zakładać sukienkę, skoro nie zdążę zrobić pełnego makijażu i ułożyć włosów

    Mogłabym wymieniać w nieskończoność…
    Teraz uświadomiłam sobie co jest czynnikiem wspólnym, który tak mnie blokuje, zwalczenie go powinno już pójść z górki, dziękuję:)