Produktywni nie jedzą pianki

Dlaczego tak chętnie i niemal odruchowo klikamy w ikonkę programu pocztowego, wchodzimy na stronę jakiegoś serwisu społecznościowego czy popularnego serwisu informacyjnego, w czasie, gdy powinniśmy robić coś innego?

To pytanie nie dawało mi spokoju przez bardzo długi czas. Pewnego dnia mnie olśniło. Połączyłem powyższy problem z pewnym doświadczeniem, które zaraz poznasz.

Wyobraź sobie, że siedzisz przy stole, na którym ktoś kładzie pyszną słodziutką, cukrową piankę marshmallow. Możesz ją zjeść od razu albo poczekać 15 minut, a wtedy otrzymasz w nagrodę drugą taką samą piankę. Trudny wybór? No to teraz wyobraź sobie, że jesteś czterolatkiem!

Przebieg doświadczenia oraz wnioski z niego płynące znajdują się w poniższym nagraniu. Miny dzieciaków – bezcenne ;) (Polskie napisy można wybrać po kliknięciu w „View subtitles”.)

Co ma pianka do produktywności?

Joachim de Posada mówił o bliżej niesprecyzowanym sukcesie, a produktywność, to nic innego jak droga do jego osiągnięcia.

Tak się składa, że większość czynności, które wykonujemy nie daje natychmiastowej satysfakcji. Projekty trwają tygodniami a nawet miesiącami. Mamy wrażenie, że codziennie robimy to samo a efektów nie widać. Jakby tego było mało, mamy ciągły dostęp do różnego rodzaju „rozpraszaczy”.

Patrząc od strony produktywności, wyniki badań przeprowadzone przez profesora można wytłumaczyć właśnie w ten sposób – osoby umiały się oprzeć pokusie porzucenia zaplanowanej pracy na rzecz tego co pilne bądź przyjemne ale niekoniecznie ważne.

Dotyczy to również krótszych odstępów czasu. Weźmy na przykład pisanie tego tekstu. Gdy go opublikuję i zobaczę że pojawiają się komentarze, że komuś pomógł, spodobał się, to czuję olbrzymią satysfakcję. Jednak od pojawienia się pomysłu na artykuł do pojawienia się pierwszego komentarza mija trochę czasu. Mimowolnie „kusi mnie”, żeby zająć się czymś co da efekt od razu. Sprawdzenie poczty, przeczytanie nowych artykułów w czytniku RSS, posprzątanie biurka, rozmowa z kolegą – tu efekt jest natychmiastowy.

Ktoś mógłby powiedzieć, że e-mail to nie pianka, bo nie wiąże się z przyjemnością. Zgoda. E-mail to odpowiednik opakowania, w którym potencjalnie może być pianka. Pamiętasz uczucie, które towarzyszyło Ci przy otwieraniu prezentów świątecznych? Ta nutka niepewności połączona z podekscytowaniem?

E-mail to taka pianka tylko w pudełeczku – dopóki nie otworzysz pudełka to nie wiesz czy w środku jest pianka czy coś innego. Nauczeni tym, że od czasu do czasu pojawia się tam pianka często zaglądamy do pudełka.

Podobnie jest z postanowieniami noworocznymi. Tak bardzo chcesz zmienić swoje życie od pierwszego stycznia. Gromadzisz siły… i drugiego stycznia okazuje się, że to nie takie proste. Po tygodniu się poddajesz, bo nie było gratyfikacji w postaci satysfakcjonujących efektów.

Jak widzisz umiejętność odroczenia gratyfikacji w czasie jest niezwykle istotna przy realizowaniu własnych planów. Tego własnie życzę Ci w nadchodzącym 2011 roku! Nie jedz pianki, poczekaj aż będą dwie :)

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.