30 dni na diecie Slow Carb – podsumowanie

30-dniowe wyzwanie: Dieta Slow-CarbZdjęcie: joeduty

To jest wpis z cyklu 30-dniowe wyzwania.

W ramach tego cyklu, na 30 dni wprowadzam do swojego życia jakąś zmianę i opisuję efekty tego eksperymentu. 30 dni to wystarczająco długo, żeby się przekonać czy coś przynosi oczekiwane skutki i jednocześnie na tyle krótko, żeby dało się wytrzymać.

Więcej informacji na ten temat przeczytasz na stronie 30-dniowe wyzwania.

Minęło 30 dni odkąd podjąłem wyzwanie i zdecydowałem się na odżywianie według zasad Slow-Carb Diet. Teraz czas na podsumowanie tego okresu i podzielenie się przemyśleniami.

Zacznę od przypomnienia oczekiwań jakie miałem i motywacji, która stała za podjęciem tego wyzwania:

  • chciałem się sprawdzić – nigdy wcześniej nie byłem na diecie (przynajmniej na tego typu diecie przez tak długi czas) i chciałem wiedzieć, czy mi się uda.
  • chciałem sprawdzić wpływ diety na moje samopoczucie i poziom energii w ciągu dnia.
  • chciałem sprawdzić czy uda mi się uzyskać płaski brzuch bez katowania się na siłowni (zaznaczam, że nie mam nadwagi).

Rezultaty po 30 dniach na diecie Slow-Carb

Bez zbędnej skromności powiem, że jestem z siebie bardzo zadowolony. Z wyjątkiem 2 sytuacji, kiedy to zjadłem czekoladowy batonik (szczegóły poniżej), udało mi się wytrwać na diecie Slow-Carb 30 dni!

Jeżeli chodzi o samopoczucie, to zauważyłem, że nie mam już tak gwałtownych wzrostów i spadków energii. To było do przewidzenia, bo nie wrzucałem w siebie wysokoenergetycznych (czyt. o dużej zawartości cukrów) posiłków. Mam wrażenie, że zwiększył się mi się średni poziom energii w ciągu dnia. Czuję się lżejszy.

No właśnie, dochodzimy do tematu wagi. Tak jak napisałem wcześniej, nie spodziewałem się, że schudnę. Dietę rozpoczynałem z wagą 68,8kg (przy 180cm wzrostu) po pierwszym tygodniu straciłem kilogram, poźniej waga spadła do 66,5kg i została na tym poziomie (+/- 0,2kg).

Straciłem też po 2-3cm w pasie i w biodrach (dokładnych wymiarów nie będę podawał, bo nie ma się czym chwalić). Noszenie spodni bez paska nie wchodzi już w grę. Ważna uwaga: wygląda na to, że nie straciłem masy mięśniowej, bo pozostałe wymiary (ramiona, uda) pozostały bez zmian.

Spostrzeżenia, wnioski i uwagi po Slow-Carb Diet

Każdy jest dietetykiem

No może trochę przesadziłem z tym „każdy”, ale zdecydowana większość osób, którym powiedziałem o diecie miała już na jej temat wyrobione zdanie. Usłyszałem mnóstwo krytyki, obaw, niedowierzania i gratulacji z politowaniem w głosie. Z resztą wystarczy przeczytać kilka komentarzy pod ostatnim tekstem na temat Slow-Carb Diet.

Rodzina nie pomaga

W pierwszym tygodniu funkcjonowania na diecie Slow-Carb moja żona przygotowała D-W-A ciasta! Oficjalna wersja brzmiała, że to na przyjazd moich rodziców.

Dopóki jadłem w domu, to nie było większych problemów, ale jak pojechałem w odwiedziny do rodziny, to musiałem się nakombinować, żeby im wytłumaczyć, że nie jem chleba, żółtego sera, makaronu itd.

Woda, woda i jeszcze raz woda!

Przed dietą Slow-Carb wodę piłem raczej jako składnik różnego rodzaju napojów. Po 30 dniach picia wody mineralnej w dużych ilościach (ok 2-3 litry dziennie) zauważyłem diametralną różnicę.

0,5 litra wody wypite zaraz po obudzeniu sprawia, że mój organizm jakby szybciej się rozkręca. W ciągu dnia piję niemal nieświadomie – w pewnym momencie 1,5-litrowa butelka stojąca na biurku robi się pusta.

Najlepsze jest to, że zupełnie mnie nie ciągnie do soków ani gazowanych napojów.

Jestem „prostym” kucharzem

Gotowanie zawsze wydawało mi się skomplikowane. Nie mówiąc już o doprawianiu. Przez ostatni miesiąc przekonałem się, że to nie musi być prawda.

Na początku jadłem to co było w puszkach. Potem zacząłem sam gotować – z ciekawości. Jako, że byłem jedyną osobą, która jadła dania mojego autorstwa (żona dołączyła do mnie dopiero w drugiej połowie miesiąca) – eksperymentowałem.

Próbowałem jak smakuje soczewica z przyprawą curry (ale nie taką jak można kupić z sklepie tylko z taką piekielnie ostrą, indyjską). Jadłem niesoloną rybę ugotowaną na parze, pierś z indyka usmażoną z dodatkiem jedynie sosu sojowego, itp.

Nauczyłem się, że jedzenie nie musi być skomplikowane – czasem wystarczy, żeby było kolorowo na talerzu, a będzie i smacznie.

Trzeba jeść dużo

Jedzenie zgodnie z dietą Slow-Carb wymaga jedzenia dużo większych porcji. Ważne jest też jedzenie odpowiedniej ilości węglowodanów (tych „slow”) bo w przeciwnym wypadku można przeżyć niesamowity spadek energii i ból głowy. Przytrafiło mi się to dwa razy i ze względu na okoliczności (byłem poza domem) poratowałem się batonikiem. Nie wiem co było gorsze, głód czy poczucie winy po zjedzeniu batonika.

Brak przekąsek

Nie wiem czy udałoby mi się wytrwać, gdybym większość czasu miał spędzić w podróży i co za tym idzie, jeść poza domem. O ile w restauracjach można zamówić jakieś danie mieszczące się w ramach diety Slow-Carb, o tyle w barach szybkiej obsługi dostępna jest co najwyżej sałatka, a ta – wiadomo – na długo nie wystarczy.

Najgorzej było w sytuacji, gdy chciałem kupić coś gotowego do zjedzenia w sklepie spożywczym. Na półkach były same ciastka, drożdżówki itp. Jak trafiłem na paczkę orzechów lub migdałów to było dobrze – ale to przecież nie jest posiłek.

Cheat day bez przesady

Na pierwszą sobotę (bo właśnie wtedy wypadał mój cheat day) czekałem z niecierpliwością (zostały resztki ciasta, które zrobiła moja żona). Obudziłem się, jak zwykle, wcześnie rano i stwierdziłem, że śniadanie to podstawa, więc zacznę oszukiwanie zaraz po nim. Po śniadaniu już mi się nie chciało nic jeść. Zjadłem potem dwa czy 3 kawałki placków i stwierdziłem, że to dla mnie za słodkie. (?!?)

Złapałem się też na tym, że po wejściu do sklepu z zamiarem wykupienia wszystkich dostępnych słodyczy nie mogłem się zdecydować, co chcę zjeść. Z jednej strony miałem presję (bo tylko dzisiaj mogę), a z drugiej strony wcale nie miałem ochoty. Jak już po coś sięgnąłem, to po przeczytaniu listy składników odkładałem z niesmakiem.

W jedną sobotę obiecałem sobie, że nadrobię wszystkie zaległości – kupiłem słodycze, gazowane napoje… pod koniec dnia bardzo żałowałem tej decyzji.

Ten jeden dzień w tygodniu, kiedy można jeść co tylko się chce, bardzo pomaga wytrwać na diecie. Z czasem przestaje tracić na znaczeniu, bo organizm odzwyczaja się od słodyczy i tłustych potraw.

Czy zamierzam pozostać na diecie Slow-Carb?

Po dłuższych przemyśleniach (zastanawiałem się nad tym przez cały ostatni tydzień) zdecydowałem, że pozostanę przy tej diecie ale wprowadzę pewne modyfikacje. Może gdybym miał problem z nadwagą przestrzegałbym diety restrykcyjnie.

Składniki, które pod wpływem diety Slow-Carb postanowiłem na stałe usunąć ze swojego dotychczasowego jadłospisu:
– mleko, masło, sery itp (z wyjątkiem serka wiejskiego)
– pieczywo (ograniczę się do sporadycznego spożycia chleba pełnoziarnistego),
– makarony i inne mączne wyroby.
– ziemniaki
– cukier biały (odrobina ciemnego trzcinowebo muscavado do kawy pozostanie)
– wszelkiego rodzaju słodzone napoje (pozostaję przy wodzie mineralnej, herbacie i czarnej kawie)

Dużo więcej jest rzeczy, które postanowiłem zaimportować z diety Slow-Carb. Praktycznie wszystkie zasady chciałbym zachować. W szczególności spodobało mi sie:
– jedzenie wszelkiego rodzaju roślin strąkowych – najbardziej polubiłem soczewicę
– jedzenie słodyczy raz w tygodniu
– eksperymentowanie z przyprawami
– proste posiłki
– picie wody w dużych ilościach

Pod koniec mojego 30-dniowego wyzwania dowiedziałem się o istnieniu polskiego forum entuzjastów diety Slow-Carb. Możesz tam znaleźć przepisy, porady i doświadczenia innych osób oraz podzielić się własnymi. Polecam Ci również lekturę książki Tima Ferrissa „4-godzinne ciało”, w której opisana jest ta dieta.

Mam nadzieję, że moje podsumowanie w jakimś stopniu będzie dla Ciebie przydatne. Jeżeli masz uwagi lub pytania to pisz. Komentarze są do Twojej dyspozycji.

Od dzisiaj zacząłem nowe, 30-dniowe wyzwanie, gdzie piszę minimum 750 słów dziennie.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się na darmowy newsletter i poznaj m.in. 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia.